Partner serwisu
Polecamy
Wołanie w górach - nowe wydanie
Wielokrotnie wznawiany bestseller. Opowieść o historii powstania i działalności pogotowia górskiego w polskich Tatrach, kronika najciekawszych oraz najtrudniejszych akcji ratunkowych przeprowadzanych począwszy od powstania TOPR w 1909 r., refleksje dotyczące gór i ludzi.
 
Będzie
Leksykon fotografów tatrzańskich
Promocja polsko-słowackiego Leksykonu Fotografów Tatrzańskich. Nowy 'Targ, Muzeum Podhalańskie, godz. 18.
 
Tatry narciarsko
Foczyć nie szkodząc przyrodzie
Wywiad z dr Pawłem Skawińskim, dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego o turystyce narciarskiej w Tatrach w świetle ochrony przyrody i przepisów.

- Gdzie i jakim okresie można uprawiać turystykę narciarską na terenie TPN? Określa to zarządzenie dyrektora TPN.
-  Turystykę narciarską można uprawiać, gdy mamy wystarczającą, ciągłą pokrywę śniegu. Nie ma jednak jakiejś odgórnie ustalonej daty, po której jest zakaz chodzenia na nartach. Próbę takiej regulacji próbowali wprowadzić Słowacy argumentując, że po 15 kwietnia wykopują się świstaki, a kozice są w ostatnim okresie ciąży. Myśmy kiedyś taką regulację wprowadzili, ale była zupełnie nieskuteczna. Pamiętam, że w długi weekend majowy maja była wspaniała pogoda, mnóstwo śniegu, ciągła pokrywa śniegu, i wielu narciarzy szło na Zawrat. Widać było sprzeczność pomiędzy zarządzeniem dyrektora a życiem idącym swoim torem. Szukamy więc takich rozwiązań, które z jednej strony są ważne dla przyrody, a z drugiej – respektowane przez ludzi. Nie ma dziś ograniczenia, jeśli chodzi o zakończenie sezonu narciarskiego, natomiast wydaje mi się, że jeśli zima będzie długotrwała, i w maju będzie możliwość chodzenia na fokach, to będziemy prawdopodobnie kierować apele do turystów - narciarzy, by omijali niektóre tereny. Być może wydamy ekstra zarządzenie, do czego uprawnienie ma dyrektor TPN, o zamknięciu pewnych rejonów, np. Wyżniej Chochołowskiej, bo tam już wyszły świstaki, albo części Doliny Pięciu Stawów, bo kozice kładą, czyli rodzą młode. Jeśli mielibyśmy przeganiać kozice w okresie, gdy koźlęta dopiero stają na nogach, byłaby to zbrodnia dla przyrody. Myślę, że jeśli od nas wyjdzie komunikat z prawdziwym, przekonywującym uzasadnieniem, to narciarze się do niego dostosują. Jest więc możliwość zadziałania w nawiązaniu do aktualnej sytuacji. Nie ma ustalonej odgórnie daty rozpoczęcia i zakończenia sezonu, mowa jest o tym, że turystykę narciarską można uprawiać w parku w sytuacji wystarczającej pokrywy śnieżnej i jej ciągłości. Przychodzi bowiem taki okres, że np. idąc z Kasprowego na Ciemniak mamy 40 procent odcinków po trawie, więc jeśli ją rozdeptujemy butami narciarskimi – jest to niszczenie przyrody.
Jeśli chodzi o przestrzeń, według przepisów jest wyraźne odniesienie do letnich szlaków turystycznych z bardzo wyraźnym określeniem o możliwym odstępstwie od jego przebiegu w sytuacji, gdy wymaga tego bezpieczeństwo, np., gdy musimy ominąć rozległe zagrożone lawinami pole śnieżne. Są tu zupełnie oczywiste przykłady, chociażby przejście przez przełęcz Zawrat. Latem idzie się po płytach skalnych wyposażonych w łańcuchy i klamry; w zimie chodzi się Zawratowym Żlebem tzw. Starym Zawratem i tu nikt nigdy nie miał wątpliwości, że jest to poruszanie się przez przełęcz Zawrat w nawiązaniu do letniego przebiegu szlaku. Podobnie jest z przełęczą Karb. Latem schodzi się przez Mały Kościelec, zimą – żlebem opadającym z przełęczy. Natomiast nie można zrobić wycieczki narciarskiej granią Małego Kościelca, bo to jest już jest po prostu szukaniem nowej przestrzeni pomiędzy siecią dostępnych szlaków, których i tak jest sporo.
Trzy szlaki są zamykane na całą zimę ze względu na ochronę przyrody. Niegdyś podkreślana była kwestia bezpieczeństwa, ale teraz, mimo że nie zamykamy szlaków ze względu na zagrożenia, np., co do lawin czy ryzyka obsunięcia się po twardym stoku, to jednak miejsca te od  wielu lat są nieudostępniane turystom i fauna już się przyzwyczaiła do przebywania tam. Na całą zimę zamykamy więc szlaki: z Morskiego Oka przez Świstówkę Roztocką do Doliny Pięciu Stawów Polskich, z Doliny Roztoki wzdłuż Siklawy do Doliny Pięciu Stawów Polskich, i z Przełęczy w Grzybowu poprzez Siodło, czyli niebezpieczny trawers południowo-zachodnimi zboczami Małego Giewontu nad Doliną Małej Łąki. Były tam wypadki, ale to też miejsce, gdzie w słonku wytapia się murawa i chodzą kierdle kozic. My więc tam nie chodźmy, dajmy przestrzeń kozicom.
 
- Dodatkowo nie można zjeżdżać szlakami z Kasprowego przez Myślenickie Turnie i z Przełęczy Liliowe.
 
- Z jednej strony są takie szlaki dla turystyki zimowej, które nie są znakowane jako letnie; taka dodatkowa przestrzeń udostępniona narciarzom. To jest łącznik między Doliną Goryczkową a schroniskiem na Kondratowej; trasa FIS II, która jest szlakiem dla turystyki narciarskiej; oraz trawers Myślenickich Turni do dolnej stacji kolei krzesełkowej w Goryczkowej. To jest in plus. In minus są szlaki turystyczne z Myślenickich Turni na Kasprowy oraz z Hali Gąsienicowej na Liliowe, gdzie dozwolone jest tylko wejście do góry, niedozwolony jest zjazd. Chodzi o możliwość uspokojenia ruchu freeridowego, który jest inicjowany przez narciarzy wyjeżdżających na Kasprowy. Mieliśmy wiele agresywnych przypadków wdzierania się w przestrzeń, którą chcemy chronić, np. zjazdy z Kasprowego Wierchu w kierunku Myślenickich Turni, a następnie po kosówce i przez las. Cały teren między Kasprowym Wierchem a Myślenickimi Turniami patrząc w kierunku Goryczkowej w ubiegłym roku był zjeżdżony przez narciarzy. Podobnie jest z Przełęczą Liliowe. Gdybyśmy akceptowali zjazd na nartach z Liliowego, tym samym otworzylibyśmy dla narciarzy całą przestrzeń od Kotła Gąsienicowego po szlak na Liliowe. Oczywiście jest to temat do dyskusji: czy zdecydujemy się uznać, badając przemieszczanie się kozic w zimie, że Beskid nie jest jednak dlanich aż tak ważną ostoją. Jeśli tak, to wtedy Beskid otworzylibyśmy dla narciarzy i zjazd z Liliowego byłby dopuszczalny. To jest kwestia naszych obecnych rozważań i studiów, konsultacji z TOPR-em, z faunistami. Póki co, te dwa najbliższe szlaki od Kasprowego dla narciarzy są tylko szlakami „do góry”.
 
- Tej zimy rejon Kasprowego i całej Hali Gąsienicowej jest bardzo strzeżony.
 
- W ubiegłym roku tego terenu pilnowaliśmy słabo, sporadycznie, i był on cały zjeżdżony przez narciarzy. Nawet, jeśli akceptujemy zjazdy aż po Pośredni Goryczkowy – tu z punktu widzenia przyrody niewiele się dzieje – to narciarze sięgają dalej: zaczynają zjeżdżać do Świńskiego Kotła i Suchej Kondrackiej – sanktuarium przyrody. To raczej jest kamyczek do ogródka freeridowców, niż turystów narciarskich, którzy zawłaszczają dla siebie przestrzeń kozicy czy cietrzewia, którego mamy w Świńskiej Dolince czy na Kondratowym Wierchu. Nie przeczę, że można mieć inny pogląd na temat wolności bycia narciarzem w Tatrach, jednak nie można doprowadzić do takiej sytuacji, że stworzyliśmy prawo, a kompletnie nie dbamy o jego przestrzeganie. My to prawo zaczynamy egzekwować w tym roku. Z jednej strony powoduje to wiele przykrości, ale z drugiej strony widzimy, że rozprzestrzenianie się” narciarstwa jest daleko mniejsze. W rejonie Kasprowego dokonał się wielki kompromis – przebudowa kolejki i dwukrotne zwiększenie jej przepustowości. Nie będzie to miało istotnego wpływu na przyrodę, pod warunkiem, że będziemy przestrzegać obecności narciarzy na trasach. Rozumiem freeridowców, którzy chcą mieć frajdę bycia w głębokim śniegu, rozumiem, że chcą jeździć nie tylko po trasie, którą dodatkowo Polskie Koleje Linowe zawęziły, w celu uniknięcia ewentualnej odpowiedzialności przed sądem, gdy narciarz oskarża PKL o źle przygotowaną trasę. PKL chcąc uniknąć tego typu problemów wyznaczyły trasy jeszcze węziej niż w roku ubiegłym. Jednocześnie zaniechały oznakowania tej szerszej strefy, po której – zgodnie z porozumieniem pomiędzy PKL-em a TPN-em - można jeździć. Park dedykuje narciarstwu zdecydowanie większy obszar niż ten oznaczony przez PKL. Ta szersza, dopuszczona przez nas strefa oznaczona jest pistacjowo – żółto – czarnymi tyczkami. Na niektórych tyczkach widać dodatkowo piktogramy z głuszcem czy kozicą i napis “stop”. Taki znak powinien być dla narciarza informacją ”nie idź dalej, bo zagrażasz kozicy, cietrzewiowi, głuszcowi”. Niektórzy narciarze mają tak słabą wiedzę przyrodniczą, że mówią “o, co to za indyk”. I jadą dalej, do Świńskiego Kotła, bo co tam indyk.
Park udziela głównie pouczeń. Mandaty wypisywane są głównie w sytuacji agresywnego zachowania, braku chęci wylegitymowania się, kwestionowania prawa służby parku do takich czynności, jak spisanie kogoś. Ostatnio w czasie weekendu przyjęliśmy nowatorską metodę: osoby, które głęboko wykroczyły poza dozwolony teren, były spisywane i zapraszane na przymusową przyrodniczą pogadankę. Z 9 osób przyszły 4, wysłuchały pogadanki, były bardzo zadowolone, dostały koszulki z napisem “Szanuj Przyrodę”, oraz ulotki “Turystyka zimowa a przyroda”. Myślę, że to jest dobry pomysł. Natomiast pozostałe 3 osoby powiedziały, że nie mogą przyjść i poprosiły o inny termin pogadanki. Wyznaczymy taki dodatkowy termin. 2 osoby zlekceważyły przybycie, mimo że zdawały sobie sprawę z konsekwencji. Wobec nich skierujemy sprawę do sądu grodzkiego o wykroczenie z zakresu ochrony przyrody. Chciałbym złagodzić te podkręcone przez niektóre media informacje w stylu, że nasza akcja to ściganie, a pracownicy Parku lubią pastwić się pouczaniem i mandatowaniem. Zapewniam, że dla nikogo nie jest to przyjemne.
 
- Turystyka narciarska postrzegana jest jako bardziej ekologiczna niż narciarstwo “przykolejkowe”. Z drugiej strony z roku na rok w Tatrach jest coraz więcej narciarzy skiturowych. Czasem jednego dnia na przełęcz lub szczyt wychodzi kilkanaście osób, a w czasie zawodów nawet ponad 100. Jak turystyka narciarska wpływa na przyrodę?
 
- Rzeczywiście, cały problem polega na ilości osób. To, co kiedyś nie było zauważalne, obecnie zaczyna być problemem. Oddziaływanie na podłoże roślinno-glebowe nie jest tak istotne, jak oddziaływanie na faunę. W przypadku turystyki narciarskiej dotyczy to pięciu gatunków: cietrzewia, świstaka, kozicy, głuszca,niedźwiedzia. Najwcześniej pojawia się problem z cietrzewiem i głuszcem, bo tokowiska rozpoczynają się w marcu. Tokowiska cietrzewia odbywają się ponad górną granicą lasu, agłuszca w lesie.
 
- Park kiedyś miał takie podejście, że nie ujawniał miejsc tokowania cietrzewia czy gawrowania niedźwiedzia w obawie przed ludźmi, którzy specjalnie w te rejony pójdą zrobić np. zdjęcie misiowi…
 
- Zaczynamy to robić, ale powoli. Są oczywiście różne zdania na ten temat, czy ujawniać te cenności, bo z jednej strony, gdy powiemy, gdzie jest gawra, to jakiś szaleniec będzie tam faktycznie chodził co drugi dzień chcąc zrobić niedźwiedziowi zdjęcia, a jeżeli powiemy, gdzie tokują cietrzewie, to zaczną się czaty z aparatem. Nie wiadomo, czy gorszy jest ten narciarz, który bezwiednie wjedzie w tokowisko cietrzewia, czy ten, który owinie się w białe prześcieradło, bo tak trzeba, żeby pozostać niezauważonym, i przez dziurę w prześcieradle będzie wystawiał obiektyw. Mamy tu wielkie dylematy, ale myślę, że najważniejsze jest, by o nich szczerze rozmawiać. W związku z tym chyba nie do końca będziemy mówić, że w tym np. miejscu jest tokowisko cietrzewia czy głuszca, natomiast musimy mówić, że poza szlakami one są. A jeśli dyskutujemy o Kasprowym Wierchu, tonie chcemy otwierać Świńskiego Kotła, bo tamwłaśnie mamy cietrzewia. Pojawia się problem, jak informować o tym tłum anonimowych narciarzy? To nie jest w miarę zintegrowane środowisko taterników, do których można wysłać komunikat.
W marcu wychodzą z gawry samce i samice, które nie urodziły młodych. Można więc, w marcu trafić na niedźwiedzia na śniegu. Pod koniec kwietnia wychodzą samice z młodymi niedźwiadkami. W drugiej połowie kwietnia zaczynają wykopywać się świstaki. Na początku maja kozice rodzą młode. Ale w kwietniu chodzą w zaawansowanej ciąży, więc podjechanie w tym czasie do kierdla kozic jest zbrodnią, bo ciężarne kozice muszą uciekać. Najlepiej byłoby, gdyby narciarze wysokogórscy zdawali sobie sprawę, że w Tatrach powinno się jeździć do połowy kwietnia. Ale jak to zrobić? Mamy teraz piękną zimę, warunki będą jeszcze maju. Co zrobić? Czy zamknąć pewne rejony na podstawie monitoringu kierdli kozic? Rozpocząć odpowiednią akcje informacyjną? To chyba dobre rozwiązanie, bo generalny zakaz, że 15 kwiecień to koniec sezonu, po prostu nie jest skuteczny.
– Dziękuję za rozmowę.
 
Rozmawiała: Agnieszka Szymaszek
Źródło: "Góry" 2009
 
 
Partner serwisu
PARTNERZY WSPIERAJĄCY
 

Copyright 2010 nieznanetatry.pl &GÓRY
ZOBACZ ROWNIEŻ
goryonline
bouldering
jura
nieznane tatry