logo

Kazalnica zimowo


„1+1” zimowe drogi tatrzańskie: Kocioł Kazalnicy
Długosz-Popko i droga Daga
Jakub Radziejowski
 
Nie mogło się w naszym cyklu obejść bez najbardziej zimowej z morskoocznych ścian. Cubryna Cubryną, Kazalnica Kazalnicą, ale Kocioł jest tylko jeden.
Dla jednych niespełnione marzenie, powód by się rozwijać, dla innych – szczególnie lewa i środkowa część – doskonały cel do rozruchu przed ekstremami na Kazalnicy i … w prawej części Kotła.
Kocioł Kazalnicy jest miejscem, gdzie realizują się sportowcy i gdzie padają kolejne rekordy czasowe, a od niedawna jest również kolebką morksoocznej klasyki zimowej. To tu miały miejsca legendarne solówki, a także zapierające dech w piersiach przejścia non-stop.
I pomimo że kiedyś zdobywany głównie latem, to ostatnimi czasy Kocioł, poza małymi wyjątkami (sporadycznie Sprężyna, Dag – raz na kilka sezonów i to wyłącznie w wyjątkowo suchych sezonach) pokonywany jest zimą. Nie ma co owijać w bawełnę – jest to fantastyczna zimowa ściana. A ze względu na jej niewielką względną wysokość oraz dwie linie zjazdów, jest doskonałym celem jednodniowych wspinaczek.
 
Przybliżony przebieg dróg w rejonie DAGa. 1.Wielkie Zacięcie (6+/7, A2), 2. Dag (5+, A1/2), 3. Kant Wielkiego Zacięcia (5+, A2), 4. 15.10 do Yumy (5+ A3). Fot: Jakub Radziejowski 
Długo się zastanawiałem, które z dróg na Kotle zaprezentować w cyklu 1+1. Nieco szybciej poszło z tą łatwiejszą. Długosz-Popko należy bowiem do zimowych megaklasyków. Bywa powtarzana, jako jedna z pierwszych dróg – w premierowym zimowym sezonie taternickim. Oczywiście wymaga pewnego doświadczenia i obycia, a także umiejętności sprawnej asekuracji, jednakże leży w zasięgu każdego ambitnego zespołu. Z drogą tą konkurowały sąsiednie Cień Wielkiej Góry, Orzeł z Epiru i Parada Jedynek. Jednak o ile te dwie pierwsze należą do – co prawda atrakcyjnych, ale jednak – nowości (z sezonu 2003), to ta druga – szczególnie w dziedzinie zimowo-klasycznej – wymaga od wspinających się zbyt dużo, by móc ją zaproponować, jako łatwą propozycję.
Długosz-Popko w roku 2005 pokonany został w całości zimowo klasycznie. Szybko okazało się, że takie przejścia droga miała już wcześniej, ale autorów pierwszego takiego przejścia nie znamy. Trudności drogi oscylują obecnie wokół zimowej szóstki (wciąż wymagającej weryfikacji), jednakże to wyciąg poniżej kluczowego odcinka – po starcie z Nyży – ze względu na słabą asekurację, sprawia często mniej doświadczonym zespołom najwięcej kłopotu.
Długosz-Popko jest doskonałą linią, by zapoznać się z typowymi dla Kotła dość płytkimi trawami, znacznie różniącymi się od tych, znanych niektórym z Tatr Zachodnich. Droga w wielu miejscach posiada stałe, choć stare i nie do końca godne zaufania, haki. Więcej o drodze pisze obok Wojtek Ryczer.
Znacznie większy problem miałem z wyborem tej „trudniejszej”. Sprężyna, Hobrzański i Koras-Wolf (Polak w Kosmosie) to drogi należące „zaledwie” do trudniejszych klasyków Kotła. Podobnie ma się z Uskokiem Laborantów, który mógłby być co najwyżej omówiony w kategorii trudności zimowo-klasycznych (podobnie jak od całkiem niedawna Sprężyna). Stefko-Szmeja jest niewątpliwie drogą bardzo trudną, aczkolwiek mało zróżnicowaną. Siwy Dym, Ostatni Mohikanin czy Innominata to drogi w miarę nowe i nie posiadające jeszcze kompletnych powtórzeń. Z kolei 15.10 do Yumy i Kant Wielkiego Zacięcia to drogi należące do kategorii superekstremów. O Superścieku i drogach w jego okolicy (np. Ściek) nie ma na razie w ogóle co wspominać – są to drogi w dużej części lodowe, a lodu od dawna nikt na nich nie widział…
Tak więc drogą eliminacji padło na Daga. Jedna z najdłuższych dróg na Kotle, oferująca w miarę wyrównane trudności, a jednocześnie – aż do Turniczki na Dagu – możliwość wspinaczki zimowo-klasycznej. Droga, którą każdy ambitny taternik chciałby mieć w wykazie. Swoisty test umiejętności – będący gdzieś na granicy trudnych klasyków i klasycznych ekstremów.
Na Dagu mamy zarówno piękne wspinanie mikstowe, jak i nieekstremalną hakówkę. Ciąg trudności sprawia, że najszybsze dotąd przejście trwało 14 godzin (autorstwa Janusza Gołębia), co samo w sobie jest wystarczająca rekomendacją. W roku 1978 po raz pierwszy samotnie zimą przeszedł drogę legendarny Małolat, a było to w sezonie, w którym pokonał w ten sam sposób Wielkie ZacięciePająki, podnosząc wysoko poprzeczkę dla następnych zimowych solistów.
Jest to także jedyna droga na Kotle, poza z rzadka odwiedzaną Sprężyną, która miewa letnie przejścia klasyczne (VII+). Ostatnim takim przypadkiem była samotna wspinaczka Łukasza Müllera. Widać droga ma szczęście do solistów.
Więcej o tej pięknej i trudnej drodze – w bujdałce Roberta Rokowskiego.

 
 
Reasumując – Kocioł należy do najciekawszych zimowych ścian po polskiej stronie Tatr. Ja osobiście jestem od niego uzależniony.
A to, jakie miejsce zajmuje w hierarchii ścian tatrzańskich zimowego wspinacza, żartobliwie podsumował kiedyś Bodzio Kowalski: „O czym można rozmawiać z osobą, której Kocioł kojarzy się jedynie z bigosem?”
 
 
 
Wojtek Ryczer: Długosz – Popko
 
Długosz – Popko należy do najpopularniejszych dróg Kotła Kazalnicy. Linia składa się z pięciu zróżnicowanych wyciągów. Biegnie lewym ograniczeniem ściany Kotła, startując zacięciem po lewej stronie lewej płyty. Powrót możliwy jest zjazdami, wzdłuż drogi. Inny, rzadko praktykowany w dzisiejszych czasach, choć na pewno interesujący, sposób powrotu prowadzi poprzez żleb Sanktuarium i wierzchołek Kazalnicy.
Duża ilość dobrych traw oraz fragmenty kruchej skały sprawiają, że droga ta ma typowo zimowy charakter. Można więc wybrać się na nią z intencjami narzędziowymi bez obawy niszczenia letniego klasyku.
Wyciąg pierwszy (zimą pokonywany wariantem na wprost) oraz trzeci, kończący się w charakterystycznej załupie, to skradanie się w spionowanej kruszyźnie. Mamy tutaj dość słabą asekurację. Chwilę relaksu odnajdziemy na drugim (wg schematu 2 i 3) wyciągu, podczas pokonywania pola dobrych traw.
Wyciągiem czwartym jest kluczowa, pionowa ścianka. Znajduje się na niej duża ilość stałych haków wraz z pętlami (niestety, niektóre z nich nie wyglądają najlepiej). Dzięki takiej asekuracji, w dość komfortowych warunkach można ściankę przehaczyć – trudności 5+ A0. Można również sprawdzić się we wspinaczce klasycznej w trudnościach ok. 6/6+- (latem ok. VI). Po pokonaniu kluczowej ścianki większość zespołów rozpoczyna zjazdy. Do końca drogi pozostaje jednak jeszcze ostatni, piąty wyciąg.
Możemy pokonać go na dwa sposoby. Wariant lewy – uczęszczany, prezentuje trudności dwójkowo-trójkowe z prożkiem za 4+. Wariant prawy, Adama Szurka i Bogusława Zagajewskiego, jest znacznie trudniejszy (ok. 6 lub 5/A0) i praktycznie zapomniany. Oba warianty kończą się stanowiskami zjazdowymi.
Na Długosza-Popkę wybraliśmy się z Krzyśkiem Sadlejem następnego dnia po dwudniowej wspinaczce na Schodach do Nieba. Chcieliśmy zrobić coś wymagającego wspinaczki zimowo-klasycznej oraz na tyle krótkiego, by zejść dość wcześnie. Warunki były idealne: leciutko na minusie, zmrożone betony, całkowity brak luźnego śniegu. Żadnego odśnieżania i chowania się przed pyłówkami. Trawy trzymały fenomenalnie. Klasyczne przejście kluczowej ścianki dało sporo satysfakcji. Z dziabkami robiłem jedynie podejście oraz wyjście ze ścianki. Pionowy odcinek prowadziłem w całości bez rękawiczek. Po pokonaniu trudności zjechaliśmy, by o trzynastej być z powrotem pod ścianą.

Schemat Długosz - Popko
Polecam. Jest to krótka droga oferująca zróżnicowane mikstowe wspinanie o niewygórowanych trudnościach. Wspaniała dla początkujących, chcących poznać specyfikę Kotła – fragmenty kruszyny, dobre trawy, o
dcinki hakówki – tutaj w ulgowej postaci komfortowych przepinek po stałych pętlach. Dla ambitniejszych, doskonała jako próba zimowej klasyki. Na drogę zabieramy standardowy zestaw plus igły do trawek oraz kilka mniejszych haków do asekuracji w kruszyźnie. Przyda się też rep do wzmocnienia stanowisk zjazdowych.
 
 
Długosz-Popko (6/6+, latem ok. VI, czas 6-8h)
 
1p. Jan Długosz, Maciej Popko 17.07 1958
1p. zimowe: Marek Staręga, Adam Szurek 24.04 1962
1p. zimowe w zimie kalendarzowej: (?)
1p. zimowe samotne: Marek Raganowicz 13-15.12.84
1p. klasyczne: (?) - w roku 1971 Ryszard Malczyk, Jerzy Łabędzki oraz Andrzej i Edward Tyrpa przeszli drogę w stylu VI, 1xA0
1p. zimowo klasyczne: (?)
1p. zim. kobiece: Monika Niedbalska, Bernadetta Stano 10.01.86
Wariant wprost na ostatnim wyciągu: Adam Szurek, Bogusław Zagajewski (V+ A0, być może w pełni klasycznie zarówno zimą, jak i latem), 7.09.1958
 
 Ostatni wyciąg na drodze Długosza-Popki fot. Jakub Radziejowski
 
DAG
Robert Rokowski
 
Wigilia w KW Kraków, życiowy „luz blus” – jeszcze nie „zaringowani” (czytaj nie zaobrączkowani) – wolne ptaki – napaleni na zimowe wspinanie, jak nigdy dotąd. Winko, ciastka i rozmowy o wspinaniu. Nas oczywiście najbardziej interesuje droga Daga. Pytania kierowane do starszych kolegów: no jak tam na Dagu? To trudne? A ile urobiliście? Każdy pytany nie ma wątpliwości i jednoznacznie wyraża opinię, że to trudna, moralna cesta – takie spostrzeżenia jeszcze bardziej wzbudzają w nas strach, ale i swego rodzaju podniecenie.
– Ty, majster, mówię Ci, jak się tam wczepimy, to „ino roz”.
– Ja, majster.
Trudno powiedzieć, dlaczego tak bardzo chcemy zrobić tę drogę. Mamy wrażenie, że jest to swoisty test możliwości zimowych – wydaje się nam, że jeśli robisz Daga, to tak jakbyś zdobył „czarny pas” – wchodzisz do klubu prawdziwych wspinaczy zimowych.
A to już piątek, godzina 15:30. Z językiem na wierzchu dobiegamy do „Szwagropola”.
 – Uff, no to chyba zdążymy.
W Zakopanem tradycyjna pomidorówka w „Dworcowym” i kawa, potem zakupy w Juliuszu Meilu i 18:10 ostatnim do Palenicy. W Brzegach zostajemy jak zwykle sami w autobusie. O 19:00 zakładamy czołówki i pomykamy na Włosiennicę.
– Wiesz, Siwy, śpimy dziś przynajmniej ze 3–4 godziny. Jestem wyrypany po robocie.
– Ja, majster.
Wydaje nam się, że waruny od ostatniego razu trochę się pogorszyły – sporo świeżego śniegu na drzewach.
– Wiesz majster chyba będzie walka...
Oczywiście wyznajemy zasadę „pod ścianę jak gąsienica, a w ścianie jak błyskawica” – ale godzina dziesięć do chatki z Palenicy to chyba nie jest tempo gąsienicy. Oby tylko tak szybko nam poszło w ścianie…
Wchodzimy do chatki – znajome uśmiechnięte gęby – jest fajnie – tylko jakoś tych łojantów więcej niż zwykle. No to chyba nie pośpimy. Ledwie udaje nam się wyciągnąć szpej ze skrzyni. Asceta raczy nas jak zwykle ciepłą herbatką i ciepłym, miłym uśmiechem. Tradycyjne pytania:
– Na co uderzacie?
– Jak to na co? Na Kocioł…
Pijemy, jemy, szpeimy się i wyruszamy. W Daga wbijamy się ok. 1–2 w nocy. Już na samym początku wiemy, że nie będzie łatwo. Skała przysypana śniegiem – z pewnością wydłuży nasze wspinanie. Dag startuje wspólnie z Wielkim Zacięciem, ale po ok. 10–15 metrach skręca w prawo i biegnie charakterystycznym trawersem. O ile początkowo idziemy z duszą na ramieniu, to po wejściu w trawers czujemy się jak u mamusi za piecem – są haki i to spora ilość. Mijamy skrzyżowanie z Kantem Wielkiego Zacięcia – to jest droga!! Pniemy się łatwym II-III terenem i po 2,5–3 wyciągach dochodzimy do trawersu, gdzie koniecznie należy iść w lewo. Oczywiście my nie lubimy trawersów i wbijamy się na wprost – nie mamy żadnych wątpliwości, że to właśnie tędy biegnie droga. Tylko, cholera, co tak trudno…? Pionowa rysa, technika odciągu, friend 4-ka i… flaaajjj! No nieźle, tu miało być łatwo… Nic sobie z tego nie robimy, wspinamy się dalej w górę. Co tam, że teren jest bardzo trudny, a miało być łatwo. To nic, że miał być trawers, a my idziemy do góry… Dochodzimy do starej pętli – oj, bardzo starej. Teren za A2 – nastaje świt i…
– Wiesz majster, my jesteśmy na Yumie
Nawet na myśl nie przychodzi nam, że można zarzucić lano – przecież to test. Nie możemy dać ciała!!! Wykonujemy dziewiczym terenem ok. dwudziestometrowy trawers do Daga. Trawers chyba najtrudniejszy, jaki kiedykolwiek robiliśmy. Knify – lepiej ich w pełni nie obciążać – cały „myk” polega na tym, że stoisz w płycie w rakach, a knify umożliwiają jedynie utrzymanie zrównoważonej pozycji – permanentnie włącza się czerwone światełko – „nie obciążaj zbyt mocno”. Idący na drugiego haki wyjmuje ręką albo wybija jednym uderzeniem młotka. Ale to już przeszłość, jesteśmy na drodze – pod nami widzimy trawers, którym powinniśmy byli iść i pewne, a wręcz atomowe stanowisko. Straciliśmy sporo czasu, ale w tym miejscu słowa „jak błyskawica” stają się faktem. Do turnicy na Dagu docieramy bardzo sprawnie 2–3 wyciągami o trudnościach IV–V.
Jesteśmy na Turnicy – zwisające ponad nami stare pętle nie napawają nas optymizmem – ale jest czysta skała – latem powyższy wyciąg wyceniony jest na VI.2. I wtedy zapada decyzja –„wunderwafen”, czyli miękkie buty. Wyciąg nie zajmuje nam więcej niż 50 minut. Potem trawers w okapie i… wydaje się, że już po drodze. Jednak nic bardziej mylnego – wspinaczka nad okapem należy chyba do najbardziej wymagających na drodze – człowiek zmęczony ma wrażenie, że droga jest w garści, a tutaj słabe haki i koniecznie trzeba zdecydować się zadać klasycznie kilka metrów w płycie. Ratują nas cienkie knify – jesteśmy zgodni, że to prawdziwy „hardcorowy bulder”. Kto jak kto, ale Siwy to wie na stówę – w końcu to on jest kustoszem Ciężek. Kolejny krótki wyciąg wyprowadza nas na trawers skąd, z lotną asekuracją, docieramy na zjazd do Sanktuarki. Pierwszy lanuje ze wzmocnieniem, drugi już tylko z jednego haka. Sanktuarką pomykamy na pik Zerwy. Parzymy na Wschodnią Mięgusza – w założeniu to miała być przecież łańcuchówka – rozumiemy się bez słów: nie ma mowy o Świerzu . Tradycyjnie błądzimy na szlaku w zejściu z Zerwy .
– Ty, kurde, kibel, ale jaja – dzwoń do Włodka – kurde, chyba będziemy tutaj spali do rana.
Jakoś jednak szczęśliwie udaje nam się wyjść z opresji. W chatce jesteśmy szczęśliwi – test zaliczony!!!! Wydaje nam się, że na medal.
 
Robert Rokowski pod okapem na Dagu. Fot. Adam Pieprzycki
PS. Siedzimy w KW Kraków. Deliberujemy z starszymi i „niestarszymi” kolegami – pada pytanie:
– Byliście w górach ?
– No, byliśmy.
– I co ?
– Robiliśmy Daga.
Chwila milczenia i….
– A jak żeście kończyli?
– Sanktuarką.
– Hm… to dobrze.
Rozmowy toczą się dalej, podchodzi młodszy, ale bardzo doświadczony zimowy łojant:
– I co, robiliście Daga?
– No.
– A jak żeście kończyli ? Zjazdami z krawędzi okapu?
– Nie!! No jak to? Sanktuarką!
– To dobrzeJ
 
PS II. Daga polecam doświadczonym wspinaczom zimowym. Uważam że jest to wymagająca droga (asekuracja, techniczne trudności – ich ciąg, zejście). Warto, aby zespół wybierający się na nią, miał w swoim wykazie drogi klasy: Sprężyna, Hobrzański, Uskok Laborantów – na Kotle, Łapa – na Zerwie, a nawet Polak w Kosmosie – Kocioł Kazalnicy. Na drodze znajduje się sporo starych haków – haki, jak to haki na Kotle – raczej wątpliwej jakości, więc warto mieć swój standardowy zestawik np.2–3 v-ki, 2–3 diagi, kilka knifów, kilka igieł do traw, komplet friendów i kości i koniecznie – jedyny!!! (zresztą tego chyba nie musze przypominać). No i przede wszystkim sporo samozaparcia i wiary, że musi się udać – to naprawdę niełatwa „cesta”. Na koniec chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na piąty wyciąg, wyprowadzający na turnicę – wydaje mi się, że nie zrobiłem tego należycie w opowiadaniu, a jest to świetny, ale wymagający mikst. Każdy powinien zapoznać się szczegółowo ze schematem drogi – warto popytać starszych kolegów, którzy „dróżkę załoili”. Dodatkowo odsyłam do powyższego opowiadania – uważny czytelnik z pewnością odnajdzie tam sporo informacji dotyczących tego, jak należy i jak nie należy się tam poruszać; gdzie trudno, a gdzie łatwo. No to „dziaby” w dłoń!!! Aha i koniecznie nie zjeżdżajcie z krawędzi okapu – starsi koledzy nie zalicząJ!!
 
 
 DAG - schemat
DAG (5+ A2, latem VII+)
1p. Dagobert Drost i Józef Olszewski (10.08.1963) - pod okap, oraz Lidia Momatiuk i Dagobert Drost (14.08.1963) – górną część, ale po zjeździe z góry
1p. całości drogi: Jan Kiełkowski, Tadeusz Piotrowski (15-16.09.1967)
1p. zimowe: Michał Gabryel, Krzysztof Gąsiecki (11, 12-14.12 1968)
1p. samotne: Zbigniew Czyżewski (20-22.02 1978)
1p. klasyczne: Andrzej Marcisz, Władysław Vermessy (1982)
 
„Góry” 153 (2007)
 


Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY