logo

Legalny freeride w Tatrach


Opracowanie / Marychna i Marta Krzeptowskie
 

Kala Klimek zjeżdża z Koziej Przełęczy; fot. Marcin Kin / arch. GÓRY



Nasze małe Tatry, pod wieloma względami najpiękniejsze i najbardziej dostępne góry, dla narciarzy freeride’owych stanowią nie lada wyzwanie. Rejon Kasprowego Wierchu, jedyne miejsce, gdzie można naprawdę się „wyjeździć”, oferuje nam niewiele dozwolonych tras dostępnych z wyciągów. Dlatego też, jeśli mamy zamiar uprawiać tę jedną z ciekawszych form narciarstwa właśnie tutaj, musimy dodatkowo, prócz umiejętności narciarskich, dysponować niezłą kondycją.


Zostawmy więc na boku dywagacje, czy zjazdy, nad które trzeba się dostać o własnych siłach, bez użycia kolejek, ratraków czy śmigłowca, można określić mianem freeride’u. Na użytek tego tekstu tak właśnie robimy. Przedstawiamy wybór dozwolonych przez regulacje TPN tras, które przy odpowiednio agresywnej jeździe na pewno są czymś znacznie więcej niż powrotem z narciarskiej wycieczki...


Należy też wspomnieć, że typowo freeride’owy ciężki sprzęt na potrzeby zjazdów (a raczej podejść) tatrzańskich warto trochę zmodyfikować, montując na przykład lekkie skiturowe wiązania czy rezygnując z najszerszych modeli nart na rzecz nieco węższych, ale dzięki temu lżejszych, a dających i tak fajne możliwości zabawy zjazdowej. W Zakopanem działa kilka wypożyczalni, gdzie można przetestować i wybrać najbardziej odpowiedni sprzęt, biorąc pod uwagę właściwości zestawu w stosunku do jego wagi.


Oczywistą sprawą jest także przygotowanie każdego pozatrasowego narciarza pod względem bezpieczeństwa lawinowego. Musi on posiadać lawinowe ABC (detektor, sonda, łopatka) i umieć się nim posługiwać. Warto także zaopatrzyć się w plecak wypornościowy, który w razie porwania nas przez lawinę daje znacznie większe szanse na pozostanie na powierzchni.


Do opisów poszczególnych zjazdów zaprosiłyśmy czołowych narciarzy, którzy dzieląc się z nami swoimi doświadczeniami, wrażeniami i wiedzą, dają świadectwo, że pomimo wszystkich trudności dyscyplina ta dla prawdziwych pasjonatów nie ma granic. Czerpiąc wielką przyjemność z jazdy i działając zgodnie z przepisami TPN, mamy w naszych naprawdę małych Tatrach duże możliwości.

 


Rysy

Rysy to jeden z najciekawszych, najdłuższych i najpoważniejszych legalnych zjazdów narciarskich na terenie TPN. Ponad kilometr różnicy wzniesień do poziomu Morskiego Oka naprawdę robi wrażenie. Utrzymuje się ono zarówno podczas zjazdu urozmaiconym wysokogórskim terenem, jak i podczas podejścia, które wiąże się ze sporym wysiłkiem nawet przy korzystaniu z lekkiego, turystycznego sprzętu. Niezależnie od wysiłku, wyprawa na Rysy nie jest pomysłem, który można polecić osobom mało i średnio doświadczonym. Najkrócej mówiąc – albo będzie twardo i wtedy można umrzeć, spadając bardzo daleko, albo będzie miękko i wtedy można zginąć w lawinie. Tragiczne wypadki potwierdzają realność obydwu zagrożeń, a zdolność podejmowania właściwych decyzji i oceny warunków jest kluczowa. 


Umiejętności w zakresie jazdy w bardzo stromych i wąskich miejscach z potencjałem fatalnego upadku to drugie wymaganie... Kto nie czuje się na siłach albo uzna, że warunki do tego skłaniają, może rozpocząć zjazd u podstawy Rysy i wciąż mieć bardzo dużo radości. Zjazd przez Kocioł pod Rysami i dalej do Czarnego Stawu daje dużą swobodę wyboru linii we względnie urozmaiconych formacjach i wyróżnia się pozytywnie wśród tatrzańskich, ograniczonych przepisami, a często i terenem możliwości. Układ terenu i przebieg letniego szlaku powodują, że w zasadzie niezależnie od wybranego toru nie powinniśmy wpaść w kłopoty. Kto natomiast uzna, że da radę, a warunki mu sprzyjają, może zacząć z siodełka na szczycie Rysy – żlebu, któremu góra zawdzięcza swoją nazwę. Amatorzy ekstremalnego narciarstwa mogą rozpocząć zjazd na samej górze, ale normą jest rozpoczynanie go znad Rysy. Jest ona wymagająca: stroma, miejscami wąska i z realnym potencjałem dalekiego upadku. Na pewno nie powinna być miejscem, w którym testujemy swoje żlebowe umiejętności. 


Reasumując: wspaniała sceneria, duży wysiłek i spore trudności oraz niewielka szansa na kłopoty dotyczące interpretacji naszej linii przez pracownika TPN jako zbyt oddalonej od szlaku. Pomysł raczej na późny sezon i wiosnę.

 

Zjazd z Rysów; fot. Marcin Kacperek / arch. GÓRY

 


Wrota Chałubińskiego

Zjazd z Wrót Chałubińskiego to piękna wycieczka, która w porównaniu ze zjazdem z Rysów może zostać zakwalifikowana jako familijna. Sytuację lawinową trzeba oczywiście brać pod uwagę na całej trasie, ale przede wszystkim podczas zjazdu i podejścia żlebem na samą przełęcz oraz przez próg Doliny za Mnichem, który był miejscem bardzo wielu incydentów i wypadków lawinowych. Górna część żlebu z samych Wrót jest najtrudniejszym fragmentem zjazdu i nie pozostawia wielu możliwości wyboru linii. Niżej żleb się otwiera i kosztem nieznacznego oddalenia od letniego szlaku pozwala wyjechać w ciekawy teren. Optymalna linia przejazdu Doliny Za Mnichem praktycznie pokrywa się z przebiegiem letniego szlaku, natomiast od krawędzi progu jedziemy łatwą, ale przyjemną trasą do wylotu Mnichowego Żlebu i dalej przez Nadspady do Morskiego Oka. Na tym odcinku istotnie oddalamy się od letniego szlaku, ale jest to normalny zimowy wariant, używany również przez pieszych i pozwalający uniknąć trawersowania niebezpiecznych żlebów, które przecina pierwszy zakos „Ceprostrady”. O ile warunki na to pozwalają, można rozważyć podejście szlakiem, pozwalające na bardziej stopniowe nabieranie wysokości, natomiast zjazd wąskim tunelem w kosówkach po prostu nie ma sensu. 


Reasumując: piękny teren, umiarkowany wysiłek i niewielkie trudności, ale logika zjazdu wymusza oddalenie się od letniego szlaku, czyli wycieczkę w cieniu „szarej strefy”. Pomysł na szczyt sezonu i wiosnę.

 


Opisy: Marcin Kacperek – przewodnik IVBV, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa lawinowego i założyciel grupy przewodnickiej Freerajdy (www.freerajdy.pl). Pracuje w znacznej części za granicą, ale zawsze z radością wraca na narty w Tatry.



To tylko fragment artykułu. Całość, w tym opisy zjazdów z Kościelca, Koziego Wierchu, Koziej Przełęczy, Trzydniowiańskiego Wiechu, w okolicach Doliny Kondratowej, znajdziecie w specjalnym, zimowym numerze GÓR. 



Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY