logo

Mały Młynarz Kurtykówka, VI/VI+




I przejście: Michał Gabryel, Janusz Kurczab, Wojciech Kurtyka 13-14 VII oraz 2 VIII 1970;
I przejście jednodniowe: Ryszard Malczyk, Witold Sas-Nowosielski 1 VI 1971
I przejście samotne: Zbigniew Czyżewski, lato 1977
I przejście zimowe: Jerzy Kalla, Jerzy Kukuczka, Zbigniew Wach 16-18 IV 1971
I przejście w zimie kalendarzowej: Czesław Bajsarowicz, Bogdan Nowaczyk, Krzysztof Wielicki 31 XII 1972 – 1 I 1973

Kurtykówka to droga mit, droga, o której mówi się równie często, jak rzadko się ostatnio ją odwiedza... Zarówno dalekie podejście, jak i niebanalny powrót – połączony z... ciekawymi trudnościami, sprawiają, że w odróżnieniu od czasów, kiedy „dziadkowie” się naprawdę wspinali (i to przez duże „W”), dziś wszyscy chodzą raczej na Mnicha.
Chyba warto jednak odwiedzić i ten nieco oddalony zakątek. O historii powstania tej drogi i wypowiedzi jej autorów mogliście przeczytać w GÓRACH nr 7-8/2004. Dziś zapraszam do wspomnienia Zbyszka Skierskiego i korzystania ze schematu, który być może zachęci kolejne pokolenia...
Zapewniam, że warto.


Wojtek pod dziobkiem / fot. Janusz Kurczab


ZBIGNIEW SKIERSKI

Jak Zwierzu zrobi dziobek, to ...

 Morskie Oko. Taborisko – rok 1981.

Wszystkiemu winna jest moda. Również we wspinaniu zaobserwowałem, że modne stają się w danym sezonie poszczególne drogi albo wręcz całe góry. Tak stało się i tym razem. W zasadzie już od poprzedniego sezonu letniego rzesze taterników zaczęły masowo chodzić na Małego Młynarza. Czym przyciągała ta góra o tak mało wybitnym wierzchołku? Swoją północno-wschodnią ścianą, której pionowe i przewieszone zerwy zwieszają się 350-metrowym urwiskiem wysoko ponad Doliną Białej Wody. Ściana odległa, trudno dostępna, porażająca stojącego pod nią wspinacza swoim nastromieniem i dzikością. Ale to nie wszystko. Głównym magnesem były przepiękne drogi, wytyczone przez najlepszych wspinaczy tamtych (i nie tylko) czasów. Jedna z nich cieszyła się szczególną sławą. Mowa o Kurtykówce, której klasyczne trudności wycenione zostały jako skrajnie trudne, górna granica (VI+). Była to pierwsza taka wycena w Tatrach, a droga powstała w roku 1970. Mityczne trudności tej dziesięciowyciągowej wspinaczki, w szczególności zaś osławiony „dziobek”, spędzał sen z powiek tym, którzy postanowili się z nią zmierzyć. O „dziobku” krążyły legendy, a ci, którzy drogę pokonali, po kilku piwach w schronisku opowiadali, ku przerażeniu kolegów, niestworzone historie na ten temat.

Linię tej drogi wypatrzył Janusz Kurczab (Jano) już pod koniec lat sześćdziesiątych. Nie spodziewał się, że puści klasycznie. Jednak, jak sam wspomina, spędzając sylwestra 69/70 w Morskim Oku, poznał Wojtka Kurtykę, który został mu przedstawiony jako świetny wspinacz młodszego pokolenia. Po późniejszym wspólnym z Wojtkiem wyjeździe w skałki Jano nabrał przekonania, że być może wielkie zdolności tego gościa pozwolą na zrobienie wypatrzonej drogi klasycznie. 13 lipca 1970 roku wraz z Michałem Gabryelem i Andrzejem Mierzejewskim (Jembas) stanęli pod ścianą. Wspinali się dość wolno z uwagi na poważne trudności. Po pokonaniu ok. 150 m założyli biwak. Następnego dnia do ataku ruszył Jembas. Po szóstkowym wyciągu dotarł pod kluczowy wyciąg. W skos lewo widniały charakterystyczne dwa okapiki (tzw. motylek), a wyżej występ w kształcie dziobka. Do boju ruszył Wojtek. Niestety, uzbrojony w ciężkie buty (w takich się wówczas wspinano) nie mógł poradzić sobie z trudnościami. Ocenił jednak, że w tenisówkach mógłby to przejść. Zespół postanowił wycofać się i wrócić za kilka dni. 2 sierpnia, już tylko w składzie Gabryel, Kurczab i Kurtyka zjechali z wierzchołka Małego Młynarza do miejsca, z którego się wycofali. Ponieważ zjazdy prowadziły przez strefę przewieszoną, Jano zabrał ze sobą specjalny drut, aby przyciągnąć się nim do skały i również przyciągnąć do stanowiska partnerów. Tym razem uzbrojony w tenisówki Kurtyka ponownie zaatakował słynny „dziobek” . Na efekt nie trzeba było czekać długo. Trudności puściły i jeszcze kilka, już łatwiejszych wyciągów wyprowadziły wspinaczy na szczyt. Nowa, trudna linia została wytyczona, a trudności kluczowego wyciągu oceniono na VI+.  Droga doczekała się szybko powtórzeń, lecz pierwsze jednodniowe przejście zostało dokonane 1 czerwca 1971 roku przez Ryszarda Malczyka i Witolda Sasa-Nowosielskiego. Pierwsze przejście zimowe dokonane zostało 16-18.04.1971 r. przez Jerzego Kukuczkę i Jerzego Kallę. Droga również została pokonana we wspinaczce samotnej przez Zbigniewa Czyżewskiego latem 1977 roku.


Pierwszy podczas powrotu w ścianę / fot. Janusz Kurczab


Tak oto przyszła kolej i na mnie aby zmierzyć się z mitycznym „dziobkiem” . W lipcu 1981r. w towarzystwie Krzysztofa Żukowskiego, bladym świtem i w absolutnej ciszy przedzieraliśmy się do Przełączki pod Żabią Czubą. Towarzyszyli nam Jan Hobrzański i Zbyszek Okrasiński, którzy zamierzali robić drogę Skorka, na lewo od Kurtykówki i Komina. Przekraczanie zielonej granicy zawsze przysparzało trochę emocji i mogło skończyć się poważnymi nieprzyjemnościami. Tym razem znowu się udało. Dalej wykonaliśmy szybki trawers po trawach i łopianach Doliny Żabich Stawów Białczańskich, aby podejść na Wyżnią Skoruszową Przełęcz. Stąd już tylko nieprzyjemne, strome zejście żlebem i trawers pod ścianę. Związani i oszpejeni ruszyliśmy w górę. Emocje, które zawsze towarzyszą nam przed wejściem w ścianę, w miarę pokonywanych metrów, ustąpiły kompletnemu spokojowi. Wszystko grało. Opis się zgadzał, partner był sprawny, a z lewej od czasu do czasu słychać było kojący dźwięk wbijanego haka.  Solidne trudności nie osłabiały szybkiego tempa. Wielokrotnie mogłem docenić zalety moich butów – „samolezek”, które już od wielu sezonów wykorzystywałem na trudniejszych drogach. Kupowało się je na Słowacji, ale nie bez kłopotów, dlatego należało je oszczędzać. Później zniknęły ze sklepów w ogóle. Pokonywaliśmy wyciąg za wyciągiem, rozglądając się za mitycznym „dziobkiem”. Trudności nasiliły się w pewnym miejscu nawet bardzo, ale „dziobka” jak nie było, tak nie było. Po kolejnych wyciągach teren zaczął się kłaść. W końcu ok. godz. 14 stanęliśmy na szczycie usatysfakcjonowani pokonaniem pięknej i trudnej drogi,  ale lekko rozczarowani brakiem „dziobka”. Żaden z nas w tamtym czasie nie wiedział, co to jest ten „dziobek”, jak wygląda i gdzie go szukać… W końcu dziobkiem mogło być wszystko, co ze ściany wystaje. Widocznie minęliśmy go w pełnej napięcia nieświadomości…

 

Wojtek pod dziobkiem / fot. Janusz Kurczab
Końcowe wyciągi na Kurtykówce / fot. Jakub Radziejowski
Wojtek wchodzi na dziobek / fot. Janusz Kurczab
Pierwszy podczas powrotu w ścianę / fot. Janusz Kurczab
rys. Kurytkówka
 


Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY