Partner serwisu
Polecamy
Wołanie w górach - nowe wydanie
Wielokrotnie wznawiany bestseller. Opowieść o historii powstania i działalności pogotowia górskiego w polskich Tatrach, kronika najciekawszych oraz najtrudniejszych akcji ratunkowych przeprowadzanych począwszy od powstania TOPR w 1909 r., refleksje dotyczące gór i ludzi.
 
Będzie
Wanda Rutkiewicz symbolicznie powraca w Tatry
Tablica pamiatkowa poświęcona pamięci Wandy Rutkiewicz zostanie umieszczona na Symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą w Tatrach Słowackich. Uroczystość odbędzie się w sobotę, 5 maja, o godz.12.
 
Tatry narciarsko
Na nartach w górę, na nartach w dół. Świnicka Przełęcz, Zmarzła Przełęcz
Tekst i zdjęcia: Bartek Latasiewicz
 
Źródło „Góry” 2006 (153)
 
Jak powszechnie wiadomo, w naszym pięknym kraju nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie ten rodzaj aktywności można bez przeszkód uprawiać. Pomijając mniejsze polskie góry, gdzie raczej mamy do czynienia z ski-turingiem niż ski-alpinizmem, pozostają nam nasze kochane Tatry! Oczywiście nie mogą się one równać z przestrzeniami narciarskimi Alp czy innych większych gór, ale na pewno każdy może znaleźć tu coś dla siebie: czy to karkołomne ekstremy, czy długie, łagodne bambuły. Czasem nawet przez pół roku!
Niniejszy cykl ma oczywiście stanowić jedynie zdjęciowo-tekstową zachętę do poszczególnych tur i zjazdów. Przestrzegamy, szczególnie początkujących off-pistowców, przed traktowaniem naszych artykułów jako wyczerpującego źródła informacji na temat poszczególnych eskapad (szczególnie zaś na temat przygotowania sprzętowego i merytorycznego). Pamiętajmy, że pierwsze narciarskie wycieczki tatrzańskie w wyższe partie powinno się odbyć w towarzystwie doświadczonego ski-alpinisty lub przewodnika.
 
ŚWINICKA PRZEŁĘCZ
 
A w szafie coś niepokojąco wibruje. Tak, to foczki chcą dzielnie napierać na śnieżne zbocza! Trzeba będzie coś wymyślić, bo rozwalą szafę! Nasuwa się od razu pytanie: jeśli będą warunki, to gdzie uderzyć?! Bez zbędnego namysłu wybieram jeden z klasyków: blisko, rozgrzewkowo i nie za bardzo ekstremalnie. Coś w sam raz na początek – czy to kariery ski-alpinisty, czy też sezonu.
 
Świnicka Przełęcz (do Zielonego Stawu)
trudność: 2
deniwelacja: 370 m, samego żlebu 100 m
długość: 1250 m , samego żlebu 170 m
średnie nachylenie: 17°, w żlebie 31°
 
Usytuowana na grani pomiędzy Pośrednią Turnią a Świnicą. Z daleka imponująca, sprawiająca wrażenie wręcz pionowej. Z bliska już troszkę mniej spektakularna, ale ciągle wspaniała. Szybkie i dogodne dojście – czy to z Kasprowego przez Beskid, czy też od „dołu” – przez Dolinę Gąsienicową, czyni go częstym celem wycieczek.
Żleb często od góry ograniczony jest nawisem śnieżnym, który w zależności od warunków może być trudny do sforsowania od góry. Dodatkowo częstym utrudnieniem są ślady piechurów, które utrudniają zjazd! U samego początku żleb jest dość wąski, lecz szybko otwiera się w szerokie, wygodne, średnio nachylone zbocze, którym można zjechać do samego Zielonego stawu. Warto też pamiętać i uczulić, że mimo niewygórowanej wyceny, wraz ze zmiennymi tatrzańskimi warunkami zmieniają się trudności tego zjazdu, mogąc – przy skrajnie złym stanie śniegu – stać się trudnym i wymagającym testem nawet dla doświadczonych narciarzy.
 
 
„Świnicka Przełęcz – walka z nawisem” (z pamiętnika znalezionego w plecaku)
 
Działo się to już dobry czas temu, kiedy wszystko zdawało się być takie idealne i wspaniałe, a doświadczenie narciarskie miało się do brawury jak stokrotka do halnego.
Nic to jednak nie mogło powstrzymać dzielnego młodego ski-alpinisty, który za cel swej wycieczki obrał Przełęcz Świnicka. Warunki, jak twierdził młody ski-alpinista – wspaniałe.
Niepomny tego, iż jego przyjaciel z lekkim powątpiewaniem patrzył na niego, gdy wsiadał z nartami do PKS-u.
Zimno. Cudownie! – rozpromienił się młody ski-alpinista – będzie dobrze trzymało.
Wieje. Świetnie – rzekł młody ski-alpinista – będzie mało ludzi.
Lawinowe 2. Eeee, spoko – ocenił młody ski-alpnista – nie w takich warunkach się jeździło.
I ruszył. Zachuchany lekko, spluty, wfoczyl się na Kasprowy. Wiało godnie, więc szybko schował się w górnej stacji kolejki. Kilku turystów robiło to samo. Był jedynym narciarzem. Młody ski-alpinista wypiął dumnie pierś i zastukał skorupami.
Po krótkiej przerwie ruszył dalej w siną dal..., a dokładnie przez Beskid na Przełęcz Świnicką. Na przełęczy żleb wyglądał troszkę groźniej niż z dołu. Dostęp do zjazdu ograniczał spory, dwumetrowy nawis...
Młody ski-alpinista złapał lekka tremę. Nogawki jakby troszkę mocniej zatrzepotały.
Nie miał się jednak nad czym zastanawiać. Dopiął skorupy, skrócił kij, stanął na krawędzi.
„Trza być dzielnym” – pomyślał i skoczył w trawers nawisu!
Krawędzie zaszorowały o zmrożone podłoże, bo przecież mróz trzymał nielichy. I tak zsunąłby się pewnie na sam dół, osiągając stopień rozciągnięcia zbliżony do joginów, gdyby nie zmrożone śniegowe kalafiory, na których kanty się zatrzymały. Znieruchomiał w nieludzkiej pozycji z jedna nartą na wysokości ucha, drugą dużo, duuuużo niżej. Obliczał współczynnik obciążenia, którego zamierzał dokonać, by ową nartę obniżyć! Po chwili namysłu, wyczekując bezwietrzną chwilę (bo – gwoli przypomnienia – wiało ostro), dokonał tegoż karkołomnego dzieła. Stanął dzielnie na dwóch deskach!
Odetchnął głośno, bogatszy o kolejne doświadczenie. W mózgu padła komenda: „razem deski” i ruszył już banalnym stokiem w dół!
Na dole pozostało mu tylko w zadumie podziwiać swoją linię, kontemplując rozciągniętą pachwinę. Od razu przypomniał sobie cytat ze starych filozoficznych ksiąg: „narciarstwo to zespolenie ciała i umysłu”.
 
 
 
ZMARZŁA PRZEŁĘCZ
 
Zmarzła Przełęcz (prosto do Zmarzłego stawu Gąsienicowego)
trudność: +3
deniwelacja: 340 m
długość: 650 m
średnie nachylenie: 32°, max 40°
 
Usytuowana na szlaku Orlej Perci pomiędzy Małym Kozim Wierchem a Zamarłą Turnią. We wschodnim siodle znajduje się kilkumetrowy chłopek skalny w kształcie wielkiej maczugi. Właśnie z tego miejsca zaczyna się zjazd głównym żlebem aż do Zmarzłego Stawu. Początkowo niewielka szerokość szybko otwiera się na dużą płaszczyznę śniegu. Płaszczyzna ta potęguje wrażenie przestrzenności i ekspozycji tego zjazdu.
W przypadku tego zjazdu bardzo ważny jest dobór warunków. Przy niewielkim stanie śniegu za połową pojawiają się nie przykryte progi skalne, które należy ominąć. Z powodu nierównomiernej płaszczyzny zjazdu, występujących skał i progów najlepszym sposobem dotarcia do przełęczy jest podejście od Zmarzłego Stawu Gąsienicowego, by od dołu ocenić warunki panujące w żlebie i zaplanować linię zjazdu. Podłoże żlebu jest dość lawinorodne, więc najlepsze warunki do zjazdu panują zazwyczaj dopiero na wiosnę, kiedy ryzyko zejścia lawiny jest mniejsze(!).
 
 
Zmarzła – czyli o przestrzeni (z pamiętnika znalezionego w plecaku)
 
Piękny dzień słoneczny, widokowy i co najważniejsze śnieżny. Wybrałem się z moim guru Szymonem na żleby. Naparzamy jak dzicy, to znaczy Szymuś naparza, a ja staram się go nie zgubić. Kasprowy, Gąsienica i znowu do góry. Czarny Gąsienicowy mija mi jak przystanek MKS-u. Parę metrów przede mną słyszę głos Szymusia:
– ..o tu, tu, no widzisz, i tu se pójdziemy, a potem lekko tu i będzie fajniutki zjazd.   
– Ujjjj... – myślę – aż tam.
Przełykam ślinę i z lekką konsternacją patrzę w górę. Szymuś, jakby to słyszał, mówi:
– I pamiętaj, trzeba być dzielnym!
Szybko zapominam, gdzie idziemy, zatracony w swoim przyspieszonym oddechu. Jesteśmy już nad Zmarzłym Stawem, zdejmujemy deski i zapadając się czasem po kolana, brniemy w górę. W połowie obracam głowę i zerkam w dół , z wrażenia jakoś słowa nie mogą wyjść mi przez gardło. Szymuś obdarza mnie szerokim uśmiechem.
– Lufiasto, ale damy radę – mówi.
Na przełęczy odpoczywamy. Szymuś jednak długo nie usiedzi i już dopina narty, no nie! Normalnie cyborg. Z coraz bardziej nerwową miną zaczynam robić to samo.
Szymuś stoi niżej mnie na wyrąbanej półce uśmiecha się i mówi:
 – Tyś to jest Gość... – obraca się do zjazdu i dokańcza zdanie – ...a takich gości jest dość.
I rusza pięknym NW w dół; jak kadłub statku wcinający się pomiędzy fale zagłębia się w białą pokrywę, po czym znowu w niej tonie! Ehhhh, patrzę na mojego guru i rzucam się jego śladem! Stajemy dopiero koło Zmarzłego Stawu.
Kilkaset metrów zjazdu robi swoje, skutecznie podgrzewając temperaturę czworogłowych. Obaj z wesołymi gębami zsuwamy się dalej w stronę schroniska. Zaraz za stawem Szymuś krzyczy:
        I pamiętaj, tyś to jest gość!
– Wiem! Wiem! A takich gości jest dość!!!
 
 
 
 
 
 
Partner serwisu
PARTNERZY WSPIERAJĄCY
 

Copyright 2010 nieznanetatry.pl &GÓRY
ZOBACZ ROWNIEŻ
goryonline
bouldering
jura
nieznane tatry