logo

Najpiękniejsze doliny tatrzańskie - subiektywny ranking GÓR



Przez ostatnich kilka lat „Kącik Tatrzańskiego Turysty” stał się nieodłączną częścią GÓR i wielu Czytelników wręcz nie wyobraża sobie numeru naszego pisma bez kolejnego odcinku cyklu, który w atrakcyjny sposób przybliża kolejne zakątki naszych ukochanych gór. W „Kąciku” przedstawiamy mniej lub bardziej znane szczyty tatrzańskie, opisując najłatwiejsze trasy, prowadzące na ich wierzchołki. Dzięki temu turyści mogą poznać i wybrać drogi, które przejdą w towarzystwie uprawnionego przewodnika, a taternicy poznają trasy zejściowe, które mogą wykorzystać po wejściu na szczyty trudniejszymi drogami wspinaczkowymi. Równocześnie dla wszystkich miłośników Tatr lektura kolejnych odsłon cyklu jest świetną lekcją topografii. 
W specjalnym „Tatrzańskim numerze” postanowiliśmy kontynuować nasz bogato ilustrowany „kurs tatrzańskiej topografii w odcinkach”. Jednak, jak przystało na wyjątkową edycję, ugryźliśmy ten temat nieco inaczej. Wytypowaliśmy i opisaliśmy najpiękniejsze – naszym zdaniem – tatrzańskie doliny. Pierwsza „piątka” została przedstawiona w osobnych artykulikach, na które składa się opis topograficzny, cytaty pionierów turystyki i taternictwa, a także – a raczej przede wszystkim – piękne zdjęcia, którymi niejako uzasadniamy nasz wybór. Oczywiście, są to nasze subiektywne typy, które – mamy nadzieję – pomogą Wam dokonać samodzielnej oceny, tego co w Tatrach najpiękniejsze i najbliższe sercu.
Liczymy, że materiał ten przypadnie do gustu zarówno turystom, którzy zawsze mieli słabość do poszczególnych tatrzańskich dolin oraz ich głównej ozdoby – stawów, jak i taternikom. Wszakże, jak celnie zauważył niegdyś Bogusław Chwaściński, wspinacz „nie kontempluje dziś piękna gór, jak jego poprzednik z XIX w., zbyt zaabsorbowany jest jego umysł, gdy nieraz wśród najpiękniejszej scenerii jedyna myśl jest skierowana na znalezienie chwytu, od którego może zależeć nie tylko zwycięstwo, ale nieraz i jego życie […] Nie myśli on wtedy o pięknie krajobrazu. Ale ten skalno-lodowy świat jest jego światem, jest jego naturalnym otoczeniem. Nie podziwia się nigdy swego naturalnego otoczenia, ale gdy go zabraknie, to się tęskni za nim”. Przedstawiamy więc miejsca, za którymi tęsknimy najbardziej. 
Redakcja GÓR

 
 


„Firmowa” ściana nad Doliną Ciężką: Galeria Gankowa



1. DOLINA CIĘŻKA  (ŤAŽKÁ DOLINA)

Jedna z głównych odnóg Doliny Białej Wody, leżąca po jej południowo-zachodniej stronie. Dolinę Ciężką otaczają: od północy – Młynarz i Żabi Szczyt Wyżni; od zachodu: Niżnie Rysy i Rysy; od południa – Ciężki Szczyt, Wysoka i Mały Ganek; od wschodu – długa północna grań Małego Ganku z Kaczą Turnią i Pustymi Turniami, zakończona Gankową Strażnicą. Krótka boczna grań, odchodząca od Niżnich Rysów na wschód i zakończona Ciężką Turnią, oddziela od Ciężkiej Doliny jej boczną odnogę – Dolinkę Spadową.
Główna gałąź Doliny Ciężkiej tworzy dwa piętra: dolne – z leżącym wśród traw i kosówki Ciężkim Stawem (wys. 1612 m, pow. 1,53 ha) oraz górne – z leżącym na dnie dzikiego kotła skalnego Zmarzłym Stawem (wys. 1774 m, pow. 3,54 ha). Potok płynący ze Zmarzłego Stawu do Ciężkiego Stawu spada z progu między nimi, tworząc niewielką, ale uroczą Zmarzłą Siklawę. Z Ciężkiego Stawu wypływa Ciężki Potok, który, spadając z progu doliny, tworzy w głębokim jarze skalnym jeden z najwspanialszych wodospadów tatrzańskich – Ciężką Siklawę.
Piękna dolina, która – można by rzecz – stanowi ideał tatrzańskiej urody. Chyba każdy, kto zobaczy ciężką turnię lub młynarza, przeglądającego się w zielonkawej toni ciężkiego stawu, na zawsze pozostawi w sercu ten widok. Dodatkowo ma ona swoje drugie,  groźne oblicze za sprawą galerii gankowej, której grozę można podziwiać znad zmarzłego stawu. Bezapelacyjne pierwsze miejsce na naszej liście.

Galeria Gankowa z Doliny Ciężkiej nigdy nie wygląda zbyt zachęcająco, ale wczesnym rankiem, gdy słońce nie łagodzi jeszcze pionowych urwisk ściany, odbiera zupełnie entuzjazm.


Adam Bilczewski,
Wołanie o zmroku (1987)


Ranek budzi nas świeży i słoneczny, na niebie ani jednej chmurki, na kosówce i trawach migotliwe krople rosy odbijające światło kolorami tęczy. Szkoda takiego dnia na siedzenie w dolinie. Wskakujemy w rześką wodę stawu, aby wypłoszyć resztki snu i po szybkim śniadaniu, zabrawszy sprzęt i trochę żarcia, wyruszamy w górę. Przekraczamy próg górnej doliny, przed nami  wprost ze stromego piargu wyrastają przewieszone zerwy Galerii Ganku, ucięte równą linią na tle nieba, poprzecinane wnękami kominów. Widok wspaniały i przytłaczający zarazem.  Siadamy na głazie i zaczynamy studiować przewodnik: - Ten stromy zachód na lewej połaci kończący się kominem, to najłatwiejsze przejście, tamtędy wiedzie droga. Przewieszony, budzący grozę komin w środku ściany to sławna, skrajnie trudna droga Paszuchy i Łapińskiego, zrobiona dwa lata temu i czekająca na powtórzenie. Dalej na prawo, przez pionowe gładkie zerwy bez wyraźnych formacji skalnych, wiedzie niewiele łatwiejsza droga Orłowskiego, zrobiona już przed wojną. Dalej na prawo głęboki ciemny komin, którym szedł Stanisławski.


Stanisław Worwa,
Bliżej nieba. Zbiór wspomnień górskich (2003)


Było jeszcze wcześnie, gdy zerwali się i poszli pod Galerię. My ze Zbyszkiem naciągnęliśmy tylko koce wyżej na uszy i spaliśmy dalej; wstaliśmy dopiero gdzieś koło szóstej. Nie wiem, co było powodem, ale nie mieliśmy zupełnie ochoty na zaplanowaną od dawna Wysoką: czy to wczorajsza tragedia, czy ciągle niepewna pogoda, czy samotność, w jakiej mieliśmy dziś zostać w dolinie – pewnie wszystko razem; dość, że zdecydowaliśmy, że na Wysoką nie pójdziemy. Leżeliśmy w trawie między kamieniami i patrzyliśmy na potężną turnię w Młynarzu (jeszcze wtedy nie  miałem pojęcia, jak się nazywa i między sobą nazywaliśmy ją Turnia nad Kolebami), opadającą wprost ku nam poprzewieszaną, płytową ścianą, rozjaśnioną teraz promieniami wschodzącego słońca. Pamiętam, jak mówiłem Zbyszkowi, że gdy nie stanie innych problemów, pójdą ludzie i na te krzesanice. W wiele lat później dowiedziałem się, że turnia ta nazywa się  Młynarzowe Widła i że słowa moje się sprawdziły – ściana została zrobiona. Nas interesowała tylko teoretycznie. Wtedy zaproponowałem Zbyszkowi ścianę wznoszącą się z drugiej strony doliny, wprost na południe od stawu.


Ryszard W. Schramm,
 Życiorys tatrzański (1995).


Zmarzły Staw w Dolinie Ciężkiej



2. DOLINA CZARNA JAWOROWA (ČIERNA JAVOROVÁ DOLINA)

Jest to jedna z głównych, wschodnich odnóg Doliny Jaworowej. Ciągnie się od Jaworowej Polany ku południowemu wschodowi w górę aż do podnóża Czarnego Szczytu. Dolinę Czarną Jaworową otaczają: od północnego wschodu – długa grań Kołowego Szczytu z Żółtą Czubą i Świnką; od południowego wschodu – główna grań Tatr na odcinku od Kołowego Szczytu poprzez Czarny Szczyt, Wyżni Barani Zwornik, Śnieżny Szczyt aż po Lodowy Zwornik; od południowego zachodu – długa Kapałkowa Grań, zbiegająca z Lodowego Zwornika. Długość całej doliny wynosi ponad 3 km. Ma ona jedną główną i trudno dostępną odnogę, zwaną Doliną Śnieżną.
Dolina Czarna Jaworowa ma piękny piętrowy układ. Patrząc od dołu, są to: Czarny Las Jaworowy, położony na wschód od Jaworowego Potoku i po obu stronach Czarnego Potoku Jaworowego; Czarny Ogród z pięknym Czarnym Stawem Jaworowym (wys. 1490 m, pow. 0,81 ha); Czarne Spady, czyli częściowo skalisty i trawiasty porosły kosówką stromy próg – spada z niego Czarny Potok Jaworowy, tworząc Czarną Siklawę; Czarne Młaki, obszerne, właściwe górne piętro doliny, powyżej którego znajdują się trzy kotlinki, zwane Bańdziochami. Są to kolejno (od wschodu): Czarny, Barani i Śnieżny Bańdzioch.
Śliczna i dzika dolina ze wszystkimi atutami tatrzańskiego krajobrazu. Uroczy staw w otoczeniu traw i kosodrzewiny, próg z kaskadą siklawy oraz wspaniałe otoczenie wysokich szczytów czyni z niej niemal ideał wysokogórskiego piękna. Stąd też zasłużone drugie miejsce w naszym rankingu.

Przez piargi zdążamy na Przełęcz Kołową, a następnie granią na Kołowy, na którym – jak widać z bardzo nielicznych biletów – nikt w tym roku oprócz nas nie był. Schodzimy z powrotem na przełęcz, a stąd w Dolinę Czarną Jaworową zsuwamy się po dość gładkiej skale żlebu, którym w r. 1878 wyszedł Chałubiński na Przełęcz Kołową, a stąd na Kołowy. Żleb ten schodzi do kotła zasłanego olbrzymimi, zwłaszcza wcześniejszą porą, polami śnieżnymi, który jest górnym piętrem Doliny Czarnej Jaworowej, leżącym paręset metrów nad jej główną częścią ze stawem. (…) W miesiąc później, zwiedzając te turnie w towarzystwie p. Klemensiewicza, miałem sposobność zajrzeć i do tego drugiego kotła oraz podziwiać grzebień tych smukłych turni, równie imponująco przedstawiających się i z drugiej strony. W ogóle w całej tej okolicy, przedstawiającej wdzięczne pole dla taternika szukającego nie zwiedzonych jeszcze turni, postała zaledwie parę razy stopa turysty.



Jerzy Maślanka,
Wycieczka na Kołowy i Baranie Rogi (1907)

 


Szeroka Jaworzyńska przegląda się w Czarnym Stawie Jaworowym


Czas był ostatni, bo czujną straż miał nasz czarny wróg. Już mgły nadbiegły – teraz z Czarnej Jaworowej idą – już na grań się wznoszą i śledząc w żleb zaglądają, jak zeń pospiesznie wychodzimy. Teraz my górą! Jeszcze kilkadziesiąt kroków po olbrzymich czarnych załomach i stoimy na szczycie. A On gniewem się zatrząsł; ledwo czas mieliśmy rzucić spragnione przestrzeni wolnej oczy na cudną koronkę grani wkoło nas, już zewsząd natarły mgły natarły. Już i wicher wybiegł ze swych kryjówek w dolinach, gdzie leżał przyczajony. Nie mógł się obronić przed nami Czarny; nie odstraszył złudną gładkością ściany, nie odpędził burzą. Uderzyliśmy znienacka. Więc za to zemścić się chciał, odwrót nam odciąć. I siekł nas deszczem i śniegiem, wichrem mroził i drogę we mgle skrywał. A gdy widział, że wszystko daremne – ucichł i w mgły się zaszył gęste. Dopiero trzeciego dnia ujrzeliśmy go z daleka, jak legł w głębi Czarnej Jaworowej Doliny śniegu siwizną przyprószony.



Zygmunt Klemensiewicz,
Czarny Szczyt (1911)



Dwa dni pięliśmy się na Lodowy Szczyt Doliny Czarnej Jaworowej. Dwa dni pokonywaliśmy 1200 metrów wzniesienia – brnęliśmy mozolnie w głębokim śniegu, kolcami raków szukaliśmy stopni w olodzonych skałach, zmarzłymi rękami strącaliśmy śnieg w poszukiwaniu chwytów. Dwa dni paliło nas słońce lub mroziły zacienione żleby i zakamarki skalne. Wiele wspomnień pozostało mi z tych dwóch dni, wiele przeżyć i wrażeń. Ale chyba najsilniej utkwiło mi jedno: może po raz pierwszy odczułem wrażenie, że Tatry są nie tylko trudne i urwiste, ale że mogą być także wielkie i wspaniałe – jak egzotyczne olbrzymy.


Jerzy Wawrzyniec Żuławski,
Lodowy Szczyt z Doliny Czarnej Jaworowej
(23-24 kwietnia 1935 roku) (1936/37)



Widok z Czarnego Bańdziocha na Śnieżny Szczyt i Śnieżne Turnie


W Tatrach taką Polaną Baśniową, u granicy dwu światów, jest szeroka terasa w poziomie Czarnego Stawu Jaworowego. Przez pierwobór nie gorszy od Ciemnych Smreczyn, wśród woni kwitnień i śpiewu ptaków dochodzimy do ogromnej płaśni, której część wypełnia czarny i zielony basen, a resztę pokrywa łan traw, borowin i opleszonych głazów. Tu kępami płoży się kosodrzew, ponad który wykrzywia powiewna zieleń skoruszy. Tu strumień łagodnie szemrze po żwirze, tu wiosną kwitną krokusy i lepnica, latem garść złoceniowych i tojadzich kwiatów, jesienią goryczki. Lecz zaraz ponad nami, tuż wyżej, strumień jest wodogrzmotem przez przepaść, żwirek niszczącym piarżyskiem, tuż wyżej ponad nami zieleń wyrasta w wieczny śnieg, smugi traw w ostrza granitowe i czułość doliny w okrucieństwo urwisk. Na granicy dwu światów stoję jakbym czytał liryki lozańskie. Otacza mnie całość Tatr od jaworzyńskich łąk po Szczyt Lodowy, od bizonów wśród mchu i borowin po turnie zwieszone nad kozicowymi perciami.

                                                                                                 

Jan Alfred Szczepański,
Jaworowy dom, jaworowi ludzie
(pisane w l. 1938 i 1946)  

                                                                                                                                                                                    

                         



Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY