logo

Pisane dla Ciebie i dla siebie: esej 5. Juliusz Żuławski - między literaturą a Tatrami


Odeszli tak niedawno. Z wyjątkiem jednego, który jest, gdzieś tam, w szczelinie lodowca pod najwyższym szczytem Europy. Niebieski lód zachował Jego niezwykłą urodę, być może mimikę twarzy. „Wawa” został więc wiecznie młodym... A pozostali? Marek – wspaniały malarz, Juliusz – człowiek kultury, pisarz, prezes Pen-Clubu. Marek, Juliusz i Wawrzyniec Żuławscy. O takich jak oni mówi się: „wybrańcy bogów”. Ja bym z pewnością tak o Nich powiedział. Piękni. Wysocy. Uśmiechnięci. Z papierosem w ustach (dość często „Wawa” i Juliusz). Marek z pędzlem w ręku. Co przychodzi mi na myśl, gdy Ich wspominam?Kręgosłup Moralny” Juliusza Żuławskiego – „Prawdziwość Liny” i „Wierność w Przyjaźni” „Wawy” – „Akt kobiecy” autorstwa Marka, pokazywany na wystawach Muzeum Tatrzańskiego w galerii na Kozińcu. Dobry Ślad – pozostawiony Tu, na zasadzie: „gdy mnie nie będzie, kiedy odejdę, nie myśl o mnie źle”, a może jeszcze coś głębszego? Bo Juliusz, „Wawa” i Marek to byli Piękni Ludzie. W pełni tego słowa znaczeniu: moralnym i fizycznym. Unosi się nad Nimi, a raczej nad pamięcią o Nich, coś podobnego do aureoli, dotyczącej jakby greckich bohaterów, herosów i filozofów. Byli jak skała, jak fundament. Na Ich pasjach wzorowali się młodzi i starsi ludzie. Byli wzorami, ludźmi o niebywale wysokiej kulturze, ale i pełni innych cech charakteru, które Ich wyróżniały. Odwagi. Prawdy. Dobroci. Wierności swoim ideałom. Potrafili osiągnąć pełnię życia. W wielu wymiarach. W każdej z możliwych form. Jak dobrze, że byli wśród nas. Czy tekst ten to próba portretu? Nie wiem, ale piszę, bo muszę to zrobić. Dlaczego muszę? też nie wiem. Tak czuję. Czy ten obraz będzie prawdziwy? Mam nadzieję, że tak. Musisz mi, drogi Czytelniku, dać szansę...


Juliusz Żuławski. Fot. Danuta Łomaczewska Biblioteka DL,
Fot. www. archiwum.sws.org.pl
 


Wawrzyniec Żuławski "Wawa"
Fot. Zbiory Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem




Rodzinny dom, ojciec i matka...
Żuławscy byli i są bardzo ciekawą rodziną. Ojcem Juliusza był Jerzy Żuławski. Posiadanie tzw. dobrych rodziców, moim zdaniem, wpływa na kształt i jakość życia. Juliusz miał wspaniałych rodziców. Jerzy Żuławski był człowiekiem o szerokich horyzontach. Tak jak potem jego syn, Juliusz, kochał literaturę i góry. Zakopane i Tatry. Urodził się 14 lipca 1874 r. w Lipowcu, polski pisarz, poeta i dramaturg okresu Młodej Polski. Wraz z takimi autorami jak Władysław Umiński i Antoni Langier, był jednym z prekursorów literatury fantastycznonaukowej, był też przedstawicielem dekadentyzmu i katastrofizmu, autorem dramatów symbolicznych oraz prozy poetyckiej. Związany był z krakowską bohemą artystyczną. Miał wielu przyjaciół. Od 1910 r. mieszkał w Zakopanem, w willi „Łada”, przyjaźnił się z Lucjanem Rydlem, Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem, Janem Kasprowiczem i Stanisławem Przybyszewskim. Jerzy Żuławski należał także do współzałożycieli Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego TOPR (w 1909 r.). Debiutował w roku 1895 zbiorem Na strunach duszy, mocno osadzonym w poetyce dekadentyzmu. Jego najbardziej znane utwory to trylogia science fiction, dziejąca się na Księżycu (Na srebrnym globie, Zwycięzca, Stara Ziemia). Jerzy Żuławski był autorem wielu zbiorów wierszy, powieści, sztuk scenicznych, rozpraw filozoficznych i estetycznych. Publikował w „Życiu", „Młodości", „Krytyce", „Strumieniu", „Chimerze", „Słowie Polskim". Przez pewien czas był współredaktorem "Krytyki". Trylogia księżycowa tłumaczona na język czeski, niemiecki, rosyjski i węgierski była inspiracją dla wielu pisarzy, zarówno polskich (np. Stanisław Lem), jak i obcych. Na jej podstawie Andrzej Żuławski, stryjeczny wnuk pisarza, nakręcił film Na srebrnym globie. Jerzy Żuławski zmarł w czasie I wojny światowej, w Dębicy, na tyfus brzuszny. O Jerzym Żuławskim zajmująco opowiadał Juliusz w filmie „Żuławscy” z cyklu „Zdobywcy Karpat” w reżyserii Jacka Zygadły.

 
Zielony Staw Kaczy. Fot. Wojciech Szatkowski
 
Twórczość Juliusza Żuławskiego...
Juliusz Żuławski urodził się 7 października 1910 r. w Zakopanem i wzrastał w atmosferze ciągłego niemal kontaktu z ludźmi kultury. Nie bójmy się tych słów - ludźmi wybitnymi, takimi jak Witkacy. Te kontakty miały wpływ na późniejszy kształt jego życia. Na to, kim był i jak żył. Pozostało po Nim 12 ważnych dzieł. Ta twórczość to choćby wspaniała książka Z domu, wydana w Warszawie w 1979 r. Zbiór fantastycznych listów, które znalazły się w zbiorach rodziny Żuławskich. Jakże mądrze pisał. Na stronach 5-6 swojej książki Z domu zanotował:
 
 „Zdumiewające, jak długo zachowuje pełną świeżość pisma atrament. Szczególnie brązowy i czarny. Listy, pisane nawet osiemdziesiąt lat temu, odczytuję dziś jak gdyby sprzed paru dni. Nie wiem jak to będzie z naszymi „długopisami”. Może zniknie ich wątły ślad wraz z nami?... Kiedy przymkniemy oczy, możemy sięgnąć aż do narodzin tej świadomości. W bezładnych obrazach pojawia się wnętrze domu, którego już nie ma, pojawiają się żywe i młode twarze tych, którzy już dawno umarli albo którym starość odmieniła rysy. Potem ożywają okolice domu – coraz wyraźniejsze i rozleglejsze – dziś już też odmienione. Ale ci, których pamiętamy z dzieciństwa jako dorosłych, widzieli także – przymykając oczy – dom swojego dzieciństwa i okolice, swoją młodość i dawne twarze. Dzieje kraju nie rozpoczęły się z nami – jesteśmy tylko fragmentami historii, która jest wspólnym domem nas wszystkich”.
Piękne to słowa.
 
Wypadek na Hrubej Turni... Oprócz literatury Jego wielką pasją były góry. Konkretnie Tatry. Wspinał się w nich, a także brał udział, z bratem Wawrzyńcem, w kilku akcjach ratunkowych. Raz, podczas ich wspólnej wspinaczki, doszło do wypadku. Juliusz z Wawrzyńcem wspinali się na Hrubą Turnię w Dolinie Białej Wody, gdy „Wawa” odpadł od skały. Opisuje ten moment w sposób następujący w Skalnym lecie:
 
            „Leciałem w sposób niebezpieczny jeszcze później dwa razy w życiu – raz w Tatrach, raz w Alpach. Ale wtedy do ostatka myślałem o ratunku i wiedziałem, że istnieją ku temu poważne możliwości. Tu jedyny raz spadałem, uświadamiając sobie dokładnie, że nie mam żadnych szans. Koniec. Pasjonująca gra mego osiemnastoletniego życia skończona. Pozostało jedynie »zachować twarz« do ostatka, zsuwając się jeszcze ciągle po płycie odwracam głowę w stronę stanowiska asekuracyjnego, które znalazło się teraz na mojej wysokości, i głosem – jak mi się zdaje – spokojnym, normalnym, opanowanym mówię wyraźnie: »Lecę«! Jednocześnie odczuwam jakąś dziecinną satysfakcję, moi pierwsi »mistrzowie taternictwa«, starsi bracia, Marek i Jacek, byliby teraz zadowoleni ze swego ucznia. W krótkim ułamku sekundy widzę Juliusza na stanowisku asekuracyjnym. Jest spokojny, skupiony, naprężony - zwrócony twarzą do ściany, linę trzyma po obu stronach karabinka, głowę ma odchyloną nad hakiem. Na moje »lecę« odpowiedział kiwnięciem głowy i jakimś odburknięciem. Na moment zalała mnie fala ciepłego uczucia wdzięczności za ten uspokajający gest”.
 
Wawrzyniec Żuławski został utrzymany na linie przez swojego brata. Przeszła ona przez jego ręce, przecięła je prawie aż do kości. Ale „Wawa” słusznie zanotował, że mało brakowało, a dwa trupy leżałyby pod Hrubą Turnią.



Litworowy Staw. Fot. Wojciech Szatkowski
 
Mały domek Żuławskich na Krzeptówkach... Krzeptówki to jedno z tych miejsc w Zakopanem, gdzie czas trochę wyhamował. Trochę, bo jednak nie do końca. Jest tu teraz inaczej niż przed 20 laty. Przybyło ludzi i murowanych domów. Już mało kto ma w domu „gazdówkę”, pasie owce i krowy, grabi siano. Nadeszło nowe. Jednak nie jest w tym przysiółku „letniej i zimowej stolicy Tatr” tak gwarno i tłoczno, jak na Krupówkach. Zza lesisto-skalnych Łysanek bohatersko wyziera Giewont. Jego ponad sześciusetmetrowa, północna ściana. Tu jeszcze jest obecna legendarna historia Zakopanego. Stoi na końcu wąskiej uliczki, obok pięknej kapliczki z Matką Boską, stary, drewniany dom Sabały. I niedaleko stąd – drugi, legendarny dom, chałupa Józefa Krzeptowskiego „Ujka” - słynnego kuriera tatrzańskiego ZWZ-AK i przewodnika. Stare Krzeptówki, wciśnięte w wąską nieckę i regle, to miejsce, gdzie żyją zwykli ludzie, ale i sportowcy, olimpijczycy, ratownicy TOPR, ludzie zamożniejsi i biedniejsi. Ludzie, jak to się mówi, „stela”. Z Krzeptówek. To miejsce ciągle urzeka. Ciszą. Spokojem. Góry są na wyciągnięcie ręki. Bliskość i zieloność regli jest wspaniała i orzeźwiająca. Taka pełna młodości. Jest to miejsce, które kocham. Od dawna fascynowało ludzi, zwłaszcza miejscowych, ale nie tylko. Takich, którzy kochają spokój i ciszę. I góralszczyznę, i górali. Nic też dziwnego, że Żuławscy osiedli właśnie tutaj. Z Warszawy przyjeżdżali odpocząć pod Tatry. Właśnie tu, na Krzeptówki.
 
            Tu znalazł się, przewieziony, już nie pamiętam dokładnie skąd, ich drewniany domek, z niewielkim, murowanym gankiem, wystawionym do słonka i dwoma izbami. Dzięki temu miejscu poznaliśmy się. Ten domek stoi bowiem obok domu Zosi Forteckiej. To znana w kraju i za granicą malarka miniaturek na szkle. Moja ciotka. Zosia, zawsze otwarta na nowe znajomości i ludzi, zaprzyjaźniła się szybko z Żuławskimi. Tak samo jej mąż Janusz, trener polskich skoczków narciarskich, w tym złotego medalisty olimpijskiego, Wojciecha Fortuny. Ta znajomość trwała kilkadziesiąt lat. To szmat czasu. Można dokładnie się poznać. W różnych sytuacjach, tych lepszych i gorszych. W sukcesie i życiowej porażce. Forteccy i Żuławscy polubili się. Zosia opowiada chętnie o wspólnych wspinaczkach w Tatrach z Wawrzyńcem Żuławskim, z Jackiem Żuławskim, w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, w latach 50. Opowiada, jak podczas dość trudnej wyprawy taternickiej na Niebieską Turnię, odpadł Jacek Żuławski. Zosia błyskawicznie owinęła linę o blok skalny i wytrzymała szarpnięcie. Udało się uratować poranionego taternika.
            Dom Forteckich stał się także trochę domem Żuławskich. Dosyć często przyjeżdżała do nich w gości Maryla Żuławska, żona Marka. Rewizyty w Londynie też były, a Marek kilkakrotnie malował Magdę, córkę Zosi i Janusza. Zosia Fortecka wspomina:
„Ten domek, w którym przez lata mieszkali Żuławscy, został przewieziony do Zakopanego, na Krzeptówki, z Wróblówki. Znajomość z rodziną Żuławskich ciągnęła się od bardzo dawna. Najpierw przyjeżdżali i mieszkali u „Kapusi” Zosi Krzeptowskiej, potem u Antosi, aż w latach sześćdziesiątych kupili ten domek. Raz miał miejsce jego pożar. Juliusz Żuławski był wtedy w domu i coś pisał. Zapalił się cały dom i straż pożarna, by go ratować musiała zerwać dach. Żuławscy domek odbudowali i dalej tam pomieszkiwali. Częściej Juliusz, Marek wolał mieszkać u nas, albo u Antosi”.



Zadni Gerlach i Batyżowiecki Szczyt - jesiennie. Fot. Wojciech Szatkowski
 
            Ta zażyłość i znajomość trwała długo, trwa, a raczej tli się nadal, chociaż wszystkim lat przybyło. Z czasem jednak Żuławscy opuścili Krzeptówki. Szkoda. Zosia Fortecka wspomina: „zakupiliśmy ten dom od Żuławskich, którzy wyjechali z Krzeptówek. Trochę ta znajomość się skończyła. Nadal mam jednak kontakt z Marylą Żuławską, córkami Juliusza: Agnieszką i Ewą. I z mężem Ewy, Januszem”. Ale to już nie jest to, co kiedyś. Są jeszcze telefony, ale to tylko namiastka dawnej zażyłości, teraz obie rodziny żyją własnym życiem. Widocznie tak ma być. Żuławscy na Żoliborzu w Warszawie, Forteccy na Krzeptówkach w Zakopanem. A dom? Teraz w tym dawnym domku Żuławskich mieści się galeria prac na szkle Zofii Forteckiej.
            Co ja przypominam sobie z tamtych lat? Pamiętam, że na nasze Krzeptówki docierał także Juliusz Żuławski. Z żoną Pauliną. Osobą delikatną, o pięknym, miękkim głosie i dłoniach, które doskonale pamiętam. I w tym miejscu moje skromne, ale jakże dla mnie ważne wspomnienie o Nim. Podobno najszybciej zapomina się głos osoby, która odeszła. Taka jest ponoć reguła. Natomiast ja odbieram to inaczej – znakomicie pamiętam tembr głosu Juliusza. Piękny. Mówił powoli, ważył słowa, głosem pewnym, ciepłym, zachęcającym do rozmowy. Mówił z lekkim uśmiechem. Patrzył śmiało przed siebie i umiał słuchać ludzi. Z tego głosu biła, tak jak i z całej jego postaci, osobowości, wewnętrzna siła, a zwłaszcza kultura tego człowieka. Coś w nim było. Co? Do końca nie wiem, bo nigdy nie rozmawiałem z Juliuszem Żuławskim jakoś długo, na ważne, życiowe tematy. Tematy egzystencjalne, w których pięknie mógłby się rozwinąć. Nasze krótkie rozmowy ograniczały się raczej do pytania: co u Ciebie słychać? co robisz? itd. Ale te nasze krótkie spotkania, wspominam z ogromną atencją i sympatią wobec Jego wspaniałej osoby. Dzieliło nas 56 lat różnicy, ale Juliusz nie tworzył nigdy dystansu. Czekał, jak rozmowa się potoczy. Dawał jej szansę. Nie dało się Go nie lubić. Nigdy nie widziałem Juliusza w sytuacji, by na coś narzekał. Był pełen mądrości życia. Znakomitą odpowiedź na to, jakim był człowiekiem, dały jego córki, Agnieszka i Ewa, w audycji radiowej o swoim Ojcu. Mówiły, że ich ojciec zawsze uczył je mówienia prawdy. Nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy tę prawdę trudniej przekazać. Gdy trzeba o nią walczyć. Mówić prawdę nawet w kontaktach z ludźmi, którzy są nieprzyjaciółmi, wrogami. Takiej postawy życiowej uczył je Juliusz. Piękne lekcje im dawał.


Złote myśli Juliusza Żuławskiego...
Opowiadanie "Powrót Odysa", strona 11:
"ślad człowieka jest taki znikomy, tak prędko wiatr go rozwiewa, tak łatwo zmywa go czas! A jeżeli w niczyjej już pamięci nie jest odciśnięty, to tak jak gdyby w ogóle nigdy nie żył człowiek, który tędy przeszedł. Cóż z wiary, ze jestem? To mniej niż łzę, a na zawsze już uwierzę, że byłem"
 
Opowiadanie "Wielkie łowy", strona 23:
„Ucichła już krzątanina wieczoru, pogasły światła, coraz głośniejszy chód zegara tłumi dalekie oddechy śpiących, dom się rozpłynął w ciemności i tylko po ścianach mojego pokoju rozwiesza festyny zieleni lampa na biurku - a więc nareszcie jest noc, czas siły, czas przygód - nareszcie jestem sam. 
Na czystej kartce papieru widzę już ślady słów - ślady jeszcze ciepłe i bezkształtne albo kształtne i zimne, ślady zbyt ostrożne lub zbyt niecierpliwe. Ale moje pióro maże je i przekreśla, bo trop jeszcze się wikła, jeszcze nozdrza nie łapią zapachu zwierzyny...”
 
strona 27:
„Gdy noc się kończy, to jak gdyby kończył się już cały zapas czasu, który pozostał nam jeszcze do rozporządzenia wedle własnej woli. Ogarnia niepokój utraty czegoś, co się już nigdy nie da odzyskać. Bo przecież tak trudno zachować wiarę w poranek! Nowy dzień przynosi nowe, odmienne sprawy - rzuca nas znowu gdzieś o sto mil naprzód.”
 
"Czas przeszły niedokonany", strona 29:
"Każdy zna takie poranki - po śnie pełnym zrazu wzburzenia i niepokoju, a potem twardym jak kamień - kiedy wszystko, co działo się w myślach wieczorem i co odbierało tlen sercu, zmienia nagle barwę i ciężar, traci swą jadowitą brutalność, a rozwaga zaczyna odbudowywać coś na ruinach, usuwając bezwładny gruz".
 
strona 30:
"To co minęło, jest nieruchome jak fotografia, na której wszystko zastygło w urwanym geście, w nie dopowiedzianej myśli, w nie osiągalnym zamiarze. I tak to umiera się co chwila w sposób ostateczny, co chwila żegnając samego siebie na zawsze"
 
"...i że jedyna prawdziwie rzetelna wierność samemu sobie to postępowanie w zgodzie z tym, co się myśli, będąc przecież zawsze ostateczną sumą doświadczeń całego życia, jest zarazem naszą praktycznie jedyną podstawą istnienia i działania..."
 
Opowiadanie Santa Maria, strona 102:
"Ludzie znajomi - są nam bliscy i mili lub wstrętni. Bo kochamy albo nienawidzimy czymś nieomylniej decydującym od umysłu - instynktem. Już przeniknęliśmy się wzajemnie. Aż do bólu. Aż do kataklizmów najgłębszych. Ale człowiek obcy, człowiek dotąd jeszcze ani słowem przez nas nie zagadnięty - to świeży, nęcący płat ziemi, którą Bóg-Kusiciel stworzył pod stopą naszą nagle, przed chwilą".
 

Fot. Wojciech Szatkowski
 
            Juliusz był człowiekiem polskiej kultury. Był też Człowiekiem Gór, chociaż liczne obowiązki spowodowały, że nie mógł poświęcać im tyle czasu, ile chciał. W młodości, razem z bratem Wawrzyńcem, ale nie tylko z nim (także z Tadeuszem Orłowskim i innymi taternikami), dokonał szeregu pierwszych przejść taternickich, np. środkiem północno-zachodniej ściany Mnicha. Wspinał się też w innych górach europejskich: Alpach, Pirenejach i w górach Walii. Był znanym polskim poetą, prozaikiem, tłumaczem poezji anglojęzycznej, wreszcie prezesem polskiego Pen Clubu, w latach 1978-1983 i 1988 – 1991. Tworzył i tłumaczył poezję. Jego ważniejsze dzieła to: Wyprawa o zmierzchu 1936, Cień Alcybiadesa 1943, Pole widzenia, 1948, Skrzydło Dedala 1949, Wiersze z notatnika 1957, Czas przeszły niedokonany 1962, Byron nieupozowany 1964, Wielka podróż Walta Whitmana 1971, Kartki z drogi 1975, Z domu 1978, Czas odzyskany 1982, Przydługa teraźniejszość 1992. Dokonał też wielu przekładów.
Miał, jak wynika z audycji radiowej, nadanej w Polskim Radiu w 2010 r., dedykowanej Mu, sprecyzowany i niezwykle silnie wykształcony system wartości, którego trzymał się przez całe życie i był mu wierny. Prawda, wolność, rodzina, wrażliwość, no pewnie może jeszcze kilka innych. Zmarł 10 stycznia 1999 r. i został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
             Teraz, z perspektywy ponad 10 lat od śmierci Juliusza Żuławskiego, mam poczucie trochę straconej szansy. Trzeba było wziąć dyktafon i porozmawiać z Nim o sprawach mniej ważnych, i tych najważniejszych, o „Wawie”, o sztuce i pisaniu, i o życiu. Czasu nie cofniesz. Pozostaje tylko to, jakże jednak płytkie wspomnienie. Żałuję bardzo. Byłem tylko drobnym epizodem na drodze życiowej Juliusza Żuławskiego i jego rodziny, ale zapamiętałem tę postać. Jej wspaniałość.
            Nadal jesteśmy, mówię o mojej rodzinie, w przyjaźni z Żuławskimi. Ciepło wspominam Juliusza, jego żonę, Yoshiha Umedę (który, niestety odszedł w maju 2012 r.), Agnieszkę Żuławską-Umedę, Ewę Żuławską-Bogacką, jej męża, przesympatycznego Janusza Bogackiego, dzieci i wnuki. Historia zatoczyła koło. Dość długo ich wszystkich brakowało w moim życiu. Ale najważniejsze, że powrócili. Chociaż trochę...W tej opowieści i w moim sercu. Czy to dużo, czy też mało? Dla mnie zdecydowanie dużo. Tak czuję. Mimo że ta opowieść jest bardzo osobista, inaczej pisać nie chcę. Może nie umiem. Nie boję się jednak swoich myśli i słów.
            Jaki był więc świat Juliusza Żuławskiego? Był to świat kolorowy, dzielony między Warszawę i Zakopane. Góry i doliny. Słowa klucze do właściwego zrozumienia jego biografii to: szczęśliwe dzieciństwo, wspaniali rodzice: ojciec (niestety, wcześnie odszedł) i matka, bracia Marek i Wawrzyniec, Jacek, domek na Głodówce i drugi podobny domek na Krzeptówkach, wspinaczki i literatura. A może na odwrót? Prawda, wolność, miłość, żona Paulina, dzieci, wnuki. I dążenie do prawdy. Najważniejsze. Humor. Duma. Radość życia.
            Pamięć o dziedzictwie górskim i literackim, które pozostawili po sobie Żuławscy, jest ważnym elementem przechowania dobrego śladu po tych osobach. Jakże wartościowych. Jak właśnie Juliusz Żuławski, człowiek kultury i gór. Pięknie żył i taka Pamięć po nim pozostanie wśród nas. To dziedzictwo czeka na następców, którzy, tak jak Juliusz Żuławski, zawsze będą mówić prawdę prosto w oczy. Będą chodzić w Tatry i wspinać się. Będą pisać i otrzymywać piękne listy. Zawsze pisane piórem, nie długopisem... A po reglu niech zabrzmi pieśń, zaczerpnięta z góralskiej nuty, tej ślebodnej: „Żuławskich imie nigdy nie zaginie, ani na wiyrsycku, ani na dolinie”. Ja w to wierzę, a Ty drogi Czytelniku?
 
Miłość i śmierć
George Gordon Byron
Widziałem cię, gdy wróg był o krok blisko,
Jak już mierzyłaś w niego — w siebie — we mnie.
Lepiej paść — niż na lot kreślony nisko
Miłość i wolność zamienić nikczemnie.
 
Widziałem cię wśród fal, gdy nieprzytomnie
Łamał się okręt na skałach, a morze
Każdym natarciem zbliżało cię do mnie;
Pierś moja łodzią — lub śmiertelnym łożem.
 
Widziałem cię — i wzrok twój febrą szklany —
Gdy mnie na ziemię niemoc powaliła,
Z której bym nie wstał — czuwaniem sterany —
Gdyby przedwczesna skryła cię mogiła.
 
Nagły wstrząs ziemi rozkołysał mury,
Ludzi z naturą sprzęgł i pchnął na siebie.
Za kim wołałem w sklepień mrok ponury?
Za tobą. Kogom ocalić biegł? Ciebie.
 
A gdy ból gasił myśli i jak w matni
Niewysłowione zamykał i grzebał,
Zawsze ku tobie — nawet w tchu ostatnim,
Rwało się serce, ach! częściej, niż trzeba.
 
Tak było. Jednak za tym serca głosem
Nie idziesz! Trudno miłością nam rządzić.
Ciebie nie winię, że moim jest losem
Żarliwie, próżno kochać cię i błądzić.
 
Przełożył Juliusz Żuławski
 
Izabela Rzysko i Wojciech Szatkowski (Muzeum Tatrzańskie)


Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY