logo

Tatrzańskie Granie




Kiedy powstawała koncepcja tegorocznego numeru tatrzańskiego, niejako w opozycji do zeszłorocznego tematu wiodącego – dróg sportowych na Jarońcu, Kościelcu i Zadnim Mnichu – padła propozycja zajęcia się „tatrzańskimi wyrypami”. Z początku zapaliłem się do tego pomysłu i zacząłem planować – Rumanowy, Filar Ganku, Krywań od Koryta, mur Hrubego, Filar Mięgusza, Kazalnica...
Po czym przyszła zaskakująca refleksja, że owszem to wszystko są wyrypy... ale zimowe. To znaczy, oczywiście można spędzić cały dzień, a nawet i dwa, latem na Kazalnicy, jednakże przeciętnie sprawny zespół przechodzi naszą Zerwunię w sześć do ośmiu godzin. Filar Mięgusza latem jest mało atrakcyjny, Krywań oferuje wspinanie typowo zimowe, podobnie jak drogi na Murze Hrubego. A jeśli chodzi o Rumanowy czy Filar Ganku, to oprócz tego, że są to także ściany o charakterze bardziej zimowym, latem można przecież spać na Polanie pod Wysoką, co sprawia, że letnie wspinaczki tymi ścianami zmieniają się w normalne, „jak Bóg przykazał”, tatrzańskie tury – nie podpadające pod miano jakichś specjalnych wyryp. Oczywiście wszystko można atakować, wychodząc wcześnie rano z Zakopanego, ale wtedy wspinaczka na Wołowej Turni od południa staje się całodzienną wycieczką, a przecież nie o to chodzi, żeby szukać wyryp na 150-metrowych ściankach. Taką wyrypą byłby też z pewnością Mały Młynarz z podejściem od Morskiego Oka, ale czy ścianę, którą można przejść latem w cztery godziny, można określić jako „wyrypiastą”? Nawet 900-metrową Direttissimę Małego Kieżmarskiego Szczytu, nietrudno jest przejść latem w 7-8 godzin do szczytu.


Wariant Łomnica-Krywań, polskie przejście w 1953. 
Od lewej Jerzy Honowski, Wiesław Czyż, Marek Stefański / fot. Zbigniew Rubinowski


Oczywiście mógłbym się skoncentrować na zimowych wyrypach, ale czytelnicy otrzymując ten numer, będą pławić się (miejmy nadzieję) w upale i cały materiał musiałby być przeniesiony, niezgodnie z GÓR-ską tradycją, na grudzień. Reasumując – nie o to chodzi.

Z drugiej strony, jasne jest to, że na większości ścian tatrzańskich są drogi, które swoimi trudnościami sprawiają, że nie da się ich zrobić w kilka godzin. Zgoda, jednakże są to zwykle drogi bardzo trudne – o charakterze sportowym (w sensie ambicji wspinaczkowych, a nie asekuracji) i przyjmując takie kryteria, należałoby zacząć od Czasu Pogardy na Cubrynie, którą otwierano na raty tak długo, że skutecznie odstraszyło to wszystkich amatorów powtórzeń. Mówimy jednak w tym przypadku o drodze ekstremalnie trudnej, dla której nie bardzo jest miejsce w materiale zachęcającym w założeniu do powtarzania długich „alpejskich tur”. Nawet na Kościelcu znajdziemy wielodniową wspinaczkę – Oksymoron, którego z pewnością nie da się powtórzyć w 3 godziny – jednak i w tym przypadku mówimy o drodze, która nigdy nie będzie „klasykiem” wśród dróg długich.

Zacząłem się więc zastanawiać nad synonimem „wyrypy”. Nad drogami, które będąc klasykami, czasem nawet niebanalnymi, stanowią przykład tego, co dla alpinistów mogłoby być w Alpach „wyrypą” – a następnie nad znalezieniem, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, odpowiedników tatrzańskich.
 


Zjazd z Papirusowych Turni podczas przejścia ściśle granią w 1960 roku / fot. Marian Kruczek

 

Nie da się ukryć, że brak nam Filara Walkera, Grani Jaskółek, drogi Cassina na Civecie, czy Idealki na Marmoladzie. Prawdę mówiąc, brakuje nam po prostu tysiącmetrowych ścian. Potem zacząłem szukać innych symboli: zachodnia Dru (no cóż....), Filar Freneya (ponownie „no cóż”...), Północna Eigeru (he, he...), Grań Peuterey... (!)  

I w ten sposób mnie olśniło. Przecież najdłuższa droga tatrzańska wiedzie właśnie granią. Nie jest to niewątpliwie droga ekstremalna i każdy może się z nią zmierzyć, ale trudno oczekiwać, że zajmie nam kilka godzin. Aktualny rekord „netto” na grani całych Tatr (Bielskie, Wysokie, Zachodnie) wynosi 48 godzin, rekord samych Tatr Wysokich to czas 27 godzin non-stop – oba to rekordy solowe (więcej na stronie 26). Przeciętne przejście grani Tatr Wysokich zajmuje jednak kilka dni i jest osiągalne dla każdego, w miarę doświadczonego i DOBRZE PRZYGOTOWANEGO zespołu.

I w ten sposób problem sam się rozwiązał. Postanowiliśmy w tym numerze odejść od tematu wyrypy i poświęcić parę stron na tatrzańskie graniówki. Oczywiście, nie wszystkie z nich to wymagające wielodniowe wspinaczki, jednakże by stać się taternikiem mającym w dorobku „najpiękniejszą drogę wspinaczkową na świecie” (patrz wspomnienie Artura Paszczaka na str 24), od czegoś trzeba zacząć.

Zacząć w takim razie należy z pewnością od krótkich graniówek po polskiej stronie Tatr – od tych kursowych z Hali Gąsienicowej, przez nieco bardziej wymagające, morskooczne – przygotowujące do ostatecznego starcia z Wielką Granią. Autorem tego opracowania jest Bogusław Kowalski.

 

Na stronie 32 znajdziecie z kolei fotoreportaż, a także materiał wspomnieniowy autorstwa Marcina Kacperka o ponoć najciekawszej, a może i najpiękniejszej jednodniowej graniówce Tatr, jaką jest Grań Wideł. Zawsze, żeby uczynić tę Grań bardziej „wyrypiastą”, można połączyć ją właśnie z południową ścianą Kieżmarskiego (a może i zachodnią Łomnicy...).
 


Zakopiańska wyprawa graniowa w 1960 – organizatorem był Paweł Vogel.
W środku trójki Józek Olszewski. / fot. Marian Kruczek


Propozycję wiosenno-zimową, jaką jest wspaniała, obecnie często pokonywana na ski-turach, grań Tatr Zachodnich, wspomina specjalista od himalajskich wypraw – Darek Załuski. Wreszcie ukoronowaniem Waszej drogi Granią może być Wielka Grań Tatr, której taternicką historię wraz ze wspomnieniem Artura Paszczaka 
 

Janusz Radziejowski

Na Grani Wideł  / fot. Jakub Radziejowski
Wariant Łomnica-Krywań, polskie przejście w 1953.  Od lewej Jerzy Honowski, Wiesław Czyż, Marek Stefański / fot. Zbigniew Rubinowski
Grań Tatr 1955 ? w Tatrach Zachodnich, po lewej Rohacz Ostry / fot. Ryszard W. Schramm
Początek Wielkiej Grani Tatr ? od wschodu. Widok z Kieżmarskiego Szczytu na Tatry Bielskie, Jagnięcy, czyli pierwszy szczyt Tatr Wysokich  oraz Mały Kołowy Szczyt / fot. Jakub Radziejowski
Grań Tatr 1955 ? Jan Staszel (z lewej) i Zbigniew Krysa / fot. Ryszard W. Schram
Zjazd z Papirusowych Turni podczas przejścia ściśle granią w 1960 roku / fot. Marian Kruczek
Zakopiańska wyprawa graniowa w 1960 ? organizatorem był Paweł Vogel. W środku trójki Józek Olszewski. / fot. Marian Kruczek
Najbardziej spektakularny fragment grani polskich Tatr Wysokich: Żabi Koń, Żabia Turnia Mięguszowiecka i Wołowa Turnia  / fot. Jakub Radziejowski
ierwsze polskie zimowe przejście całej grani Tatr (1959) ? biwak na Polskim Grzebieniu / fot. Andrzej Zawada
Stanisław Obrochta, Józef Olszewski i Henryk Szot podczas przejścia Wielkiej Grani Tatr ściśle granią / fot. Marian Kruczek
Stanisław Obrochta schodzi z Małego Ostrego Szczytu  / fot. Marian Kruczek
 


Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY