logo

W stronę Pysznej


 
Stanisław Zieliński, W stronę Pysznej
Wydanie V zmienione i uzupełnione, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2008
 
Czy pamiętasz?
 
Dzięki nowemu, piątemu już wydaniu książki, znów serce, przewodnik po przeszłości i nieomylny kompas wspomnień, prowadzi w stronę Pysznej, na stare ślady nart, na trasy zimowych „wyryp” po Tatrach Zachodnich.
 
***
„W stronę Pysznej” to książka napisana o Józiu Oppenheimie, wesołym kompanie, rzetelnym towarzyszu wypraw, dobrym człowieku; o Józiu, który przyjechał z wycieczką studencką i został w Zakopanem na stałe. Pierwsze poznały się na nim kobiety, potem polubiły go psy, a czasem cała zakopiańska reszta.
 
W młodości, z powodu działalności II Proletariacie i udziale w manifestacji, podczas której został zraniony, Oppenheim uciekł w spokojniejsze miejsca: studiował na Politechnice za granicą, m.in. w Berlinie. Jednak z powodu straty majątku ojca musiał rzucić studia i zacząć zarabiać. Pracował m.in. jako stenograf i bibliotekarz w Krakowie. W 1910 roku wraz z członkami krakowskiego AZS przyjechał do Zakopanego… i został na stałe. - Był romantykiem w głębi duszy i optymistą i wierzył, że ludzie nie są źli, wierzył, że słabszego nie należy bić. W dużo obłędnych rzeczy wierzył – pisał o nim Rafał Malczewski, a słowa te cytuje Stanisław Zieliński w książce.
Miło, że piąte wydanie książki poświęconej Oppenheimowi, wieloletniemu kierownikowi Pogotowia, ukazało się tuż przed obchodzonym w tym roku 100-leciem TOPR.
Jednakże barwna postać Opusia, narciarza, fotografa Tatr, który jeździł po Zakopanem swoim Harleyem, a nawet zwoził nim ratowników na akcje górskie, jest moim zdaniem postacią, która przywołuje temat ważniejszy – ludzi i Tatry tamtych lat.
 
***
 
Czy pamiętasz? Małe schronisko w Dolinie Zuberskiej tak bardzo przypominało dawną Pyszną… Ile minęło lat? Trzydzieści, czterdzieści… Chwila i będzie tych lat jeszcze więcej.
Dzięki książce wspomnienia ożywają. W stronę Pysznej to trochę gawęda, trochę wspomnienia, nasycone przygodami i anegdodatmi. To także książka o rodzącym się Pogotowiu. Jesteśmy w Zakopanem i Tatrach pierwszych zdobywców: Zaruskiego, Lorii, Bednarskiego, Zdyba, Świerza, i wielu innych. Wchodzimy w świat niezapomnianych „wyryp”, odbywanych w towarzystwie znakomitych narciarzy i narciarek, świetnych kompanów, pierwszych ratowników. Czytając o ich świecie, trochę im go zazdroszczę: wielodniowych wypraw na nartach, gdy w plecaku nosiło się bigos, nocowania w szałasach, wielodniowych pobytów w schronisku na Pysznej, gdzie spało się przy ogniu trzaskającym w piecu. Chciałoby się i dziś pójść w stronę Pysznej.
***
Ruda zaciska zęby, patrzy na oblodzoną stromiznę, zbiera odwagę (…) Rusza ostrożnie, rozważnie. Z początku idzie dobrze, aż nagle, z okrzykiem: „Do dupy wasze nauki!”, zaczyna nabierać pędu.
Dla mnie to również książka o Rudej. Jest nie tylko bohaterką książki, ale również jej współautorką.
Wanda Gentil Tippenhauer, bo tak brzmiało jej nazwisko, urodziła się w 1899 roku w Port-au-Prince na Haiti, gdzie jej ojciec był głównym inżynierem miejskim. Po maturze w Lozannie rozpoczęła studia w Szkole Sztuk Pięknych w Hamburgu, a pod koniec I wojny światowej przyjechała do Warszawy, gdzie studiowała w Akademii Sztuk Pięknych. W 1925 roku, zauroczona Tatrami i narciarstwem, osiadła Zakopanem. Była towarzyszką życia Oppenheima, jednak wyszła za mąż za Ludwika Widigiera, kolekcjonera dzieła sztuki (Maciej Pinkwart, Lida Długołęcka Pinkwart: Zakopane, Przewodnik Historyczny, 2003). W książce poznajemy ją jako towarzyszkę Oppenheima, zakochaną w Tatrach i narciarskich wyrypach, narciarkę najpierw początkującą, później doświadczoną. Ta kobieta nie należała do osóbek w Tatrach zagubionych i przestraszonych. Wydaje mi się, że musiała być ambitnym, niezależnym człowiekiem. Była znakomitą malarką. Na akwarelach o tematyce tatrzańskiej widać jej indywidualny, subtelny, a jednocześnie bardzo wyraźny styl. Odeszła w 1965 roku, 19 lat po tragicznej śmierci Oppenheima.
Niewytłumaczalny dla mnie jest fakt usunięcia nazwiska Rudej jako współautora książki. Tylko w pierwszym wydaniu, które ukazało się nakładem wydawnictwa Czytelnik w 1961 roku, jedynym wiarygodnym i rzetelnym, nazwisko Wandy Gentil Tippenhauer figuruje obok Stanisława Zielińskiego. W kolejnych wydaniach usunięto zarówno jej nazwisko jak i spis źródłowych informacji, z których korzystał Stanisław Zieliński pisząc książkę. Musiał zresztą czerpać informacje od innych osób i z innych źródeł, ponieważ sam nie uczestniczył w opisywanych wydarzeniach (urodził się w 1917 r. zmarł w 1995 r).
 
***
Podobne uczucie lekkiego niesmaku pojawiło się, gdy czytając książkę podpisaną nazwiskiem Stanisława Zielińskiego, zdałam sobie sprawę, że czytam przewodnik narciarski Oppenheima „Szlaki narciarskie Tatr Polskich” z 1936 roku. Próżno szukałam przypisu bądź odpowiedniej pozycji w bibliografii. Przemilczano fakt, iż całe stronice W stronę Pysznej to cytat z innej książki.
Nie podobna mi się również, że autor przejmuje momentami rolę narratora wszechwiedzącego, obecnego zazwyczaj w beletrystyce. W literaturze faktu bywa to jednak czasem nie na miejscu. Bo na jakiej podstawie Stanisław Zieliński opisuje – nie podając źródeł - co myśleli, co czuli jego bohaterowie – osoby realne? To gra nie fair. Niezbyt wnikliwy czytelnik być może nawet jej nie zauważy. Co więcej, książka dzięki temu jeszcze bardziej wciąga. Stanisław Zieliński odtwarza akcje i zdarzenia, jakby sam w nich uczestniczył, wczuwa się w przeżycia bohaterów. Tylko że przez ten zabieg książka przestaje być literaturą faktu, a staje się pokolorowaną bajką, która – mimo że ładna -  odbiega od rzeczywistości.
Na szczęście źródła, z których korzystał Stanisław Zieliński, a które pominięte zostały we wszystkich, z wyjątkiem pierwszego wydania, są bardzo rzetelne i to dzięki nim książka nie traci na autentyczności mimo jej „pokolorowania”. Podajmy je tutaj, bo oprócz przewodnika narciarskiego Oppenheima, jest ich zacznie więcej. Są to (według pierwszego wydania W stronę Pysznej): Księgi wypraw ratunkowych TOPR; J. Oppenheim: Szlaki narciarskie Tatr Polskich, 1936; Wierchy – do roku 1939; Taternik – do roku 1939; M. Zaruski: Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, 1922; M. Zaruski: Na bezdrożach tatrzańskich, wyd. II, 1934; relacje ustne: Stanisława Gąsienicy z Lasa, Józefa Krzeptowskiego, Jędrzeja Marusarza, Józefa Oppenheima, Józefa Wawrytki, i innych. Czy pominięcie wykazu źródeł to pomyłka czy świadome pogwałcenie praw autorskich? Wydawca kolejnego, szóstego wydania powinien tę sprawę wyjaśnić. Szkoda, że nie zrobił tego wydawca obecnego wydania.
Pod innymi względami piąte wydanie książki jest znakomite: twarda okładka, świetnej jakości papier, do tego reprodukcje archiwalnych zdjęć i pocztówek (były one i w poprzednich wydaniach), przedruk Mapy Tatr Walerego Eliasza na wewnętrznych stronach okładki, oraz fotografie A. Brzozy sprawiają, że książkę bierze się chętnie do ręki nie tylko ze względu na zawartość, ale i wygląd.
Dzięki kolejnemu wydaniu możemy więc znów pójść w stronę Pysznej i wniknąć w Tatry Oppenheima, Rudej, i towarzyszy ich narciarskich wyryp. Bo każdy ma swoje Tatry, góry wypełnione przeżyciami prawdziwymi i zmyślonymi, anegdotami i faktami, fotografiami i pejzażami kreślonymi z pamięci.
 
Agnieszka Szymaszek
"Góry" 2009
 
Cytaty pochodzą z książki W stronę Pysznej


Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY