logo

Wędrówki po Tatrach


- Miałam 17 lat, kiedy „na kolanie” pisałam sobie zezwolenie od rodziców na uczestnictwo w kursie taternickim w Betlejemce – mówi Zofia Bachleda, przewodnik tatrzański, kaskader i instruktor narciarski.
 
- Na jednej ze stron internetowych poświęconych turystyce górskiej widzę Pani zdjęcie i czytam: Nasza przewodniczka, Zosia Bachleda. Jest świetna!
- Faktycznie. Towarzyszyłam tej grupie w zdobywaniu tatrzańskich szczytów. Są ludzie, którzy zostają mi w pamięci. Pamiętam osoby, dla których wycieczki w góry były czymś niezwykłym. Wspinałam się kiedyś na Mnicha i na Gerlach z zakonnicą, która bardzo ciężko pracowała opiekując się starszymi ludźmi. Wspinaczki były dla niej wielkim marzeniem. Cała wyprawa odbyła się w „stroju służbowym”.
 
- Bywa niebezpiecznie?
- Oczywiście! Najbardziej ryzykowne są burze w ciągu lata i lawiny w zimie. Kiedyś, wspinając się z turystami na Mnicha, powietrze było tak naelektryzowane, że włosy „stanęły nam dęba”. We mgle nie było widać nadchodzącej burzy, ale na szczęście zdążyliśmy szybko zjechać pod ścianę i skryć się bezpiecznie pod kamieniami.
 
- Mówi się, że turyści w górach zachowują się nieodpowiedzialnie. Nieodpowiedni strój, wyposażenie, bagatelizowanie ryzyka.
- Owszem, zdarzają się i takie osoby. Trzeba jednak jasno powiedzieć: coraz więcej turystów bierze udział w kursach lawinowych, skitourowych czy turystyki wysokogórskiej. Ta potrzeba kształcenia się świadczy o dużej odpowiedzialności i wyobraźni. W górach spotyka się również turystów z dobrym, profesjonalnym wyposażeniem i przygotowanych do wycieczek.

 

Na Łomnicy. Fot. Klaudia Tasz


- To Pani planuje trasę turystom, którzy proszą, aby towarzyszyła im Pani w wędrówce?
- Często to ja sugeruję i wybieram trasę. Wszystko zależy od ilości osób, wieku, doświadczenia i oczekiwań. Najtrudniej wybierać trasy turystom, z którymi chodzę już kilkanaście lat. A jeśli chodzi o wycieczki szkolne, to nauczyciele w porozumieniu z uczniami zwykle sami decydują, co chcą zobaczyć.
 
- Ma Pani swoją ulubioną trasę?
- Najbardziej lubię chodzić po Tatrach słowackich. Tam są większe przestrzenie i mniej ludzi.
 
- Można wskazać osobę, która przyczyniła się do tego, że została Pani przewodnikiem?
- Tak, to Kazimierz Przerwa-Tetmajer (śmiech). A tak poważnie: w dzieciństwie przeczytałam książkę „Na skalnym Podhalu” tegoż autora i wtedy już zaczęłam myśleć o przewodnictwie. Oglądałam filmy o górach, później zaczęłam się wspinać. Miałam 17 lat, kiedy „na kolanie” pisałam sobie zezwolenie od rodziców na uczestnictwo w kursie taternickim w Betlejemce. Od początku interesowało mnie przewodnictwo wspinaczkowe i pozatrasowe. Zdarzało mi się wspinać z turystami z zagranicy, zanim jeszcze zostałam przewodnikiem.

 

Na Żabim Koniu. Fot. Archiwum Zofii Bachledy

 
- Ryzykowne.
- Zawsze imponowało mi robienie rzeczy niezwykłych, trochę ryzykownych. Już w dzieciństwie marzyłam, by zostać kaskaderem. I jestem nim. Ale nie kocham ryzyka. W głębi duszy czasem się boję i nie lubię ryzykować. Podejmuję decyzję o zrobieniu czegoś kiedy wiem, że to się uda.
 
- Jak na Pani pracę reagują bliscy?
Czasem, kiedy pogoda gwałtownie się załamuje lub słychać latający helikopter odbieram telefon z pytaniem, czy wszystko w porządku.
 
- Chyba często można usłyszeć, że jest Pani odważną kobietą.
- Jest ode mnie wiele bardziej odważnych kobiet. Spotykam je w górach. Chodzą dzikimi ścieżkami, świetnie się wspinają, zjeżdżają na nartach stromymi żlebami. Bardzo cieszę się, że podejmują trudniejsze wyzwania niż ja. Myślę o Ewelinie i Klaudii, Asi i Helci. To tylko nadaje barwy światu, jeśli potrafią robić pewne rzeczy lepiej niż niektórzy mężczyźni.
 
Zofia Bachleda – Przewodnik Tatrzański II klasy, Międzynarodowy Przewodnik Górski UIMLA, Instruktor Narciarstwa Wysokogórskiego Polskiego Związku Alpinizmu, Instruktor Narciarski Polskiego Związku Narciarstwa, Instruktor Turystyki Wysokogórskiej VHT, kaskader.


Rozmawiała Agnieszka Gotówka
 
 


Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY