logo

Z numerem startowym przez granicę


Wiosną roku 1987 po raz pierwszy brałem udział w wyjeździe Sekcji Narciarskiej Klubu Wysokogórskiego Kraków w Alpy. Taki wyjazd z Klubem stanowił wówczas szczyt marzeń narciarza – turysty: aby pojechać w góry przez miesiąc załatwialiśmy paszporty i kompletowali potrzebne wizy, a dzięki wsparciu z klubu mogliśmy za złotówki wykupić bilety kolejowe z Krakowa do Francji i z powrotem.
Najdalszym celem tego wyjazdu były wycieczki narciarskie w Pirenejach, lecz zasadniczym powodem organizacji wyjazdu był start w zawodach w ski – alpiniźmie. Nasza Sekcja otrzymała zaproszenie do udziału w zawodach organizowanych przez klub narciarski z Premany – małego włoskiego miasteczka w Alpach Orobijskich (na wschód od Lago di Como), w którym działa firma CAMP, produkująca raki, haki i czekany.

 Dwudniowe zawody organizowano w formule ‘odcinków specjalnych’: każdego dnia tylko jeden podbieg i jeden zjazd terenowy rozgrywano z pomiarem czasu, a o wynikach decydował suma punktów karnych obliczana proporcjonalnie do straty do zwycięzcy danej konkurencji. Klasyfikowano zespoły dwójkowe, a by imitować przejazd w alpejskim terenie lodowcowym, zawodnicy brali udział z zjeździe na czas w zespole związanym liną. Na przejście całości trasy wyznaczono limit czasu, przekroczenie którego powodowało zaliczenie dość znacznej liczby punktów karnych. Całkowita deniwelacja trasy wynosiła około 1500 m każdego dnia, wiec dla uczestników z Polski, którzy w zawodach brali udział po raz pierwszy, już samo ich ukończenie w wyznaczonym czasie stanowiło wyzwanie. Startując w parze z Krzyśkiem Berbeką uplasowaliśmy się pod koniec 3 ćwiartki wszystkich zespołów, co uznaliśmy za nasz sukces. Biorąc udział w takich zawodach mogłem przypatrzyć się dobrym narciarzom, oraz zobaczyć, jak wiele dzieli nas do czołówki.

Ponad rok później, planując jesienią 1989 kolejny sezon działania Sekcji Narciarskiej KW, wspominaliśmy ze Zbyszkiem Adamczykiem oraz Irkiem Kołconem nasz udział w zawodach w Alpach Włoskich.  Po rozmowach z kolegami z  KW Warszawa przyszedł nam do głowy pomysł organizacji podobnych zawodów w Polsce. Formalnie zawody przygotowywały wspólnie połączone ekipy z Warszawy i Krakowa, a całością kierował duet Marek Głogoczowski (KW Warszawa) oraz piszący te słowa Karol Życzkowski (KW Kraków). Obowiązki Głównego Sędziego pełnił Henryk Wenerski, a przygotowując regulamin wzorowaliśmy się na zawodach alpejskich. Dlatego w zawodach startowały zespoły dwu osobowe, mierzono osobno czas wyznaczonego podbiegu i czas zjazdu terenowego, a na mecie liczył się jedynie czas drugiego zawodnika. Na miejsce pierwszych w Polsce zawodów w ski-alpiniźmie wybraliśmy znaną nam (wydawałoby się) bardzo dobrze Dolinę Chochołowską. Ponieważ latem 1988 w nie wyjaśnionych okolicznościach zginął Jan Strzelecki – warszawski uczony i taternik, doradca „Solidarności”, Marek zaproponował,  aby zawody, które organizujemy, dedykować jego pamięci. Tak narodziła się idea organizacji dorocznego Memoriału Jana Strzeleckiego w Narciarstwie Wysokogórskim.

I  Debiut w Dolinie Chochołowskiej - 1989

 

Pierwsza edycja Memoriału odbyła się w Dolinie Chochołowskiej w dniu 2 marca 1989. W przeddzień zawodów wytyczaliśmy trasę biało-czerwonymi chorągiewkami z papieru, które sprzedawano w sklepie papierniczym do wykorzystania w pochodach pierwszomajowych. Tyczki slalomowe pożyczone z AZS Politechniki Krakowskiej wywieźliśmy samochodem Fiat 126p pod samo schronisko aby przy ich pomocy oznaczyć   trasę zjazdu spod wierzchołka Rakonia.  Jednakże mgła która zapadła następnego dnia mocno skomplikowała przebieg zawodów.


 


Z pespektywy lat widać, że decyzja udziału obu głównych organizatorów w zawodach nie była trafna. Przy pogarszającej się pogodzie i braku dobrej komunikacji pomiędzy poszczególnymi zespołami organizatorów (telefony komórkowe jeszcze nikomu z nas się wtedy nie śniły, a radiotelefonów było niewiele) mieliśmy sporo szczęścia,  bo wszystko skończyło się pomyślnie, a obecnie możemy pisać wspomnienia w żartobliwym tonie. …

W tych historycznych zawodach w narciarstwie wysokogórskim startowało liczbie 13 dwuosobowych zespołów. Uczestnicy Memoriału startowali jednocześnie przed schroniskiem na Hali Chochołowskiej, a zawody rozpoczynały się podbiegiem na czas, który miał się kończyć na wierzchołku Grzesia. Dzień nie był pogodny, a widoczność pogarszała się. Zespół sędziów mety podbiegu zakładał nowy ślad, poprawiał oznakowanie trasy i nie zdążył dotrzeć na szczyt  Grzesia przed uczestnikami zawodów.  Na zarośniętym kosówką zboczu, powyżej górnej granicy lasu, we mgle dały się słyszeć odgłosy biegnących pod górę zawodników. W tym nieco przypadkowym miejscu   sędziowie wbili narty, przywiązali doń  napis META  i zaraz rozpoczęli notować czasy, w których pojawiały się kolejne zespoły.  W ten sposób przewyższenie podbiegu zostało skrócone o około 100 metrów, ale na to żaden z wpadających na metę zawodników nie narzekał…

 

    Komisja Sędziowska przy pracy: w momencie głoszenia wyników i przed schroniskiem
w oczekiwaniu na zawodników 

 

Przejście granią na  Rakoń nie nastręczyło narciarzom żadnych kłopotów. Dalej trasa zawodów prowadziła na szczyt Wołowca. W tym najdalszym punkcie trasy mijające zespoły miał notować kolejny zespół sędziów. Tymczasem Grzegorz Kabała i Wojciech Zieliński, odpowiedzialni za ten punkt, zostali poproszeni o wyniesienie po drodze dodatkowych tyczek na Halę Chochołowską Wyżnią. Dlatego podejście na szczyt rozpoczęli późno. We mgle nie trafili na grań pomiędzy Rakoniem a Wołowcem,  poszli za bardzo w lewo i wpakowali się pomiędzy skałki pod Wołowcem. W międzyczasie czołówka zawodników przeszła  granią w kierunku szczytu Wołowca.

 Powinniśmy byli iść od startu trasą zawodów -  wspomina Grzegorz po latach - sprawdzać chorągiewki znakujące trasę oznakowanie i w razie stwierdzenia, że wejście na Wołowiec jest ryzykowne, podjąć decyzję o skróceniu trasy zawodów.  Pomysł by nas zatrudnić do noszenia ciężkich tyczek był fatalny i spowodował dezorganizację zawodów.

Ponieważ obaj z Markiem Głogoczowskim braliśmy udział w zawodach,  nie próbowaliśmy już wpływać na organizacyjne decyzję sędziów. A żadna decyzja zmieniająca trasę zawodów nie zapadła i najszybsi zawodnicy po zdobyciu Wołowca zaczęli zjeżdżać w dół w stronę Rakonia i dalej na start do zjazdu terenowego na czas. Marek cały czas trzymał się czołówki zawodów, podczas gdy ja startowałem w zespole mieszanym z Halina Ziębą i lepiej orientowałem się w sytuacji w końcu stawki. Gdy po śladach wychodziliśmy na szczyt Wołowca mijało nas kilka zjeżdżających już zespołów. Zjazd ze szczytu wzdłuż grani okazał niełatwy orientacyjnie, gdyż przy słabej widoczności chorągiewki nie były rozstawione wystarczająco gęsto, a  ślady poprzednich zespołów zdążyły już się zatrzeć. W pewnym momencie zboczyliśmy nieco w lewo od głównej grani, ale w porę udało nam się zorientować w położeniu i powrócić na szlak. Jeden z następnych zespołów nie miał już takiego szczęścia i zsunął się na słowacką stronę do doliny Rohackiej. Ten przypadek został jednak zauważony, a sędziowie zawiadomili TOPR, Horską Slużbę i WOP. Podczas spadania na strone słowacką jeden z zawodników uszkodził bark. Horska Slużba odstawiła pechowy zespół przez Zwierówke i Tresną na granicę, która wtedy była strzeżona. Ponieważ wojsko zostało zawiadomione o wypadku, dwaj uczestnicy zawodów mogli przekroczyć granicę w Chyżnym  bez dokumentów, lecz  z numerami startowymi. Potem zostali podwiezieni przez TOPR  i późnym wieczorem pojawili się w schronisku. Zdążyli jeszcze na bankiet, który rozpoczął się, gdy już było wiadomo, że wszystko skończy się szczęśliwie.

 

 

Nagrody i pamiątkowe dyplomy z rąk Anity Zajączkowskiej odbierają: Marek Głogoczowski  (I), Jan Wolf  (II), Zbyszek Adamczyk (III)

 

 

Tymczasem sam zjazd terenowy w Chochołowskiej Wyżnej przebiegł bez szczególnych przypadków, a całe zawody ukończyły się już planowo. Przez długie godziny popołudniowe sekretariat zawodów pod kierownictwem Anity Zajączkowskiej przygotowywał wyniki licząc żmudnie różnicy czasów i punkty przeliczeniowe. Ostatecznie  zawody wygrała para Roman Gąsienica-Samek z Markiem Głogoczowskim przed zespołami Kazimierz Śmieszko - Jan Wolf oraz Zbyszek Adamczyk - Irek Kołcon.

   W końcu wszystko skończyło się dobrze, a humory przy bankiecie dopisywały
 
II Zjazd z liną w Dolinie Tomanowej  - 1990
 
Podczas II Memoriału Jana Strzeleckiego organizowanego w Dolinie Kościeliskiej startowało 21 zespołów, w tym goście z Austrii i Włoch. Pogoda znów nie dopisała, a trasa zawodów została skrócona i prowadziła ze schroniska na Ornaku przez dolinę Tomanową na Tomanowy Szczyt.

      
Podczas podbiegu do doliny Tomanowej
W środku późniejszy zwycięzca zawodów - Kazimierz Śmieszko (KW Jelenia Góra)
 
Wzorując się na zawodach rozgrywanych w Alpach wprowadzono zjazd na czas w zespołach związanych liną, co ma uzasadnienie przy zjeździe po terenie lodowcowym. W Tatrach takie środki ostrożności nie są potrzebne, więc umiejętność jazdy z liną rzadko była ćwiczona przez narciarzy polskich. Obserwujący jazdę powiązanych zespołów sędziowie doceniali ciekawe widowisko, zwłaszcza gdy jadący w ostatniej chwili postanawiali omijać samotne drzewka na trasie z różnych stron, lecz niektórym zawodnikom taka zmiana regulaminu nie przypadła do gustu. Z kolei dla gości z krajów alpejskich zjazd z liną nie był niczym nadzwyczajnym i nie nastręczył im wielu trudności.
 


 
Sędziowie na mecie w dolinie Tomanowej
 
Zawody wygrała para polska Kazimierz Śmieszko - Jan Wolf  przed włoskim zespołem z Bormio: Paolo Rodigari i Giancarlo Fauro. Trzecie miejsce zajęli Austriacy, Peter Schuler i Hubert Schöpf  z tyrolskiej miejscowości Schönwies.
 
 
 
 
 
 
       Kopia dyplomu uczestnika II  Memoriału Jana  Strzeleckiego, Hala Ornak 3 marca 1990 
 
 
 
 
 
 
    Strona tytułowa dyplomu uczestnika II Memoriału Jana Strzeleckiego, Hala Ornak 3 marca 1990 
                         
 
 
 
 
III Morskie Oko i Dolina Pięciu Stawów -  1991
 
Znacznie lepszej pogody doczekali się organizatorzy III edycji Memoriału  Strzeleckiego rozegranego w dniu 3 Marca 1991w Tatrach Wysokich. Trasa zawodów  prowadziła  ze schroniska w Roztoce przez Morskie Oko, Szpiglasową Przełęcz, Szpiglasowy Szczyt do schroniska w dol. Pięciu Stawów  Polskich. Startowało 15 dwuosobowych zespołów, między innymi goście z Włoch (Mediolan, Bergamo) oraz Austrii (Schönwies koło Innsbrucka). Podbieg na czas z dobrze zamarzniętej tafli Morskiego Oka pokrytego sporą warstwą śniegu  do Stawku Staszica ze znaczną przewagą wygrała znana para Piotr Konopka - Piotr Malinowski (Zakopane) uzyskując czas 27 min 54 sekundy. W drugiej konkurencji: terenowym zjeździe czas w zespołach  związanych liną  spod Szpiglasowej Przełęczy na płytę Wielkiego Stawu, nie udało się im utrzymać wywalczonej przewagi. Upadek podczas zjazdu spowodował, że zakopiańczycy zajęli ostatecznie czwarte miejsce.
            Najlepiej zjeżdżali  Peter Schuler i Hubert Schöpf z Austrii. Doskonały czas zjazdu z liną – 2 minuty i 33 sekundy – (spróbujcie w tym czasie zjechać tą trasą solo, bez liny!) pozwolił im na zwycięstwo w całych zawodach. Drugie miejsce w punktacji ogólnej zajęła również para austriacka, Ewald Baumann i Joseph Vogele, wyprzedzając Grzegorza Kabałę i Karola Życzkowskiego (KW Kraków).
 
 
 Pamiątkowy dyplom z III edycji Memoriału Strzeleckiego, Pięć Stawów 1991
 
 
 
 
Przez całe trzy dni panowała wspaniała słoneczna pogoda, a tym razem zawodnikom nie przydarzyły się żadne nadzwyczajne przypadki. Pewne przygody miała jedynie grupka sędziów: przy zejściu z punktu kontrolnego na szczycie Szpiglasowego Wierchu pod Dorotą Zajączkowską urwał się stopień śnieżny, co spowodowało spektakularny zjazd żlebem głową w dół. Ale że ten upadek został szczęśliwie wyłapany przez Irka Kołcona, wszyscy zawodnicy i sędziowie mogli radośnie świętować szczęśliwe zakończenie zawodów w Dolinie Pięciu Stawów, w najwyżej położonym schronisku w Polsce – 1670m
            Kolejnego dnia organizatorzy i uczestnicy podzieli się na kilka grupek i cieszyli się dobrymi warunkami narciarskimi wracając przez Szpiglasową Przełęcz, Zawrat lub Krzyżne. Jak w poprzedniej edycji zawodami kierował Marek Głogoczowski, a obowiązki głównego sędziego pełnił Henryk Wenerski.
 
  
 
IV Trofeo Marsaglia w Dolinie Chochołowskiej - 1992
  
Znany włoski narciarz i alpinista Carlo Marsaglia, prezydent Ski Club Torino, zginał w górach porwany przez lawinę w roku 1970. Dla uczczenia jego pamięci klub z Turynu organizuje corocznie zawody w ski-alpiniźmie nazywane Trofeo Carlo Marsaglia.



Przez pierwsze lata zawody odbywały się w Alpach Włoskich, lecz później dla urozmaicenia zawodów organizowano je także w innych górach. W latach osiemdziesiątych organizatorzy zapraszali reprezentacje Klubów Wysokogórskich z Warszawy i Krakowa, przez co  mieliśmy okazję brać udział w tych zawodach i przypatrywać się ich organizacji. W rewanżu postanowiliśmy zaprosić Włochów w Tatry, aby swoje doroczne zawody zorganizowali w Polsce.
 
   
 Przed startem pod Schroniskiem      Ekipa sędziów zawodów: w środku Henryk Wenerski
 
W roku 1992 IV edycję Memoriału Strzeleckiego połączono z zawodami Trofeo Marsaglia. Zawody rozgrywano według formuły włoskiej. Poza alpejskim zjazdem z liną pewną atrakcję dla zawodników polskich stanowił podbieg na czas w formule z ‘licytacją’. W oparciu o podaną długość i przewyższenie trasy podbiegu każdy zespół miał oszacować planowany czas swego podejścia, przed startem zapisać go na otrzymanej kartce i nie pokazując konkurentom oddać ją komisji sędziowskiej. Jeżeli zespół pobiegł szybciej niż przewidywał, do wyniku liczył się jedynie czas zapisany przed startem. W przeciwnym wypadku za każdą minutę opóźnienia wobec planu doliczano punkty karne. A więc do zwycięstwa nie wystarczało jedynie szybko biegać pod górę, ale należało jeszcze świetnie znać swe możliwości i dobrze szacować czas podejścia na podstawie profilu trasy!


 
 
 Piotr Konopka na szczycie Rakonia przed startem do zjazdu z liną na czas
 
 
Razem z włoskimi współorganizatorami zawodów na starcie pojawiły się liczne ekipy z Włoch, Austrii i Francji. W zawodach wystartowała rekordowa liczba 42 dwuosobowych zespołów. Długą trasę zawodów z rekordowym przewyższeniem około 2000 metrów pokonywano przy wspaniałej pogodzie. Spod schroniska w dolinie Chochołowskiej startowano na czas na szczyt Grzesia, a tym razem meta znajdowała się na samym wierzchołku góry. W tej formule zawodów poszczególne zespoły startowały oddzielnie co 1 minutę, podobnie jak w kolarskich wyścigach na czas.
 
 
 
Kolejny zespół związany liną startuje            



i mknie w dół do mety na granicy lasu …

Po przejściu grani Rakonia i zdobyciu Wołowca wracano na Rakoń, lecz przy świetnej widoczności i dobrych warunkach śniegowych zjazd ten nie przedstawiał trudności, jak trzy lata wcześniej. Pod szczytem Rakonia startowano do długiego zjazdu na czas w zespołach powiązanych liną. W tej edycji zawodów startowałem wraz z Józkiem Walą i tuż przed metą w okolicy górnej granicy lasu zaliczyliśmy efektowny upadek z zaplątaniem liny. Następnie trasa zawodów prowadziła na Czubik, Trzydniowiański Wierch na Szczyt Starorobociańskiego, skąd zjeżdżano przez dolinę Jarząbczą.   
 
 
 Część ekipy sędziowska w składzie: Iwona Borecka, Janusz Kurczab, Zbyszek Adamczyk, Gosia Frazik i Henryk Wenerski w pełnym słońcu czekają na przyjazd zawodników
 
Mimo udziału wielu zespołów z krajów alpejskich w zawodach po raz pierwszy zwyciężyli Słowacy Ratislav Frank i Dusan Trizna. Dalsze medalowe miejsca zajęły zespoły z Włoch (Stefano Coter i Aurelio Massina) oraz z Francji (Fabien i Stefane Anselmet), a nawet najlepsi narciarze z Polski musieli zadowolić się odległymi miejscami.
        
 
Piotr Malinowski w podbiegu na Rakoń                                    




Na grani Kończystej: Michał Parocki (w środku) chyżo wyprzedza zespół Wala-Życzkowski

W tej edycji zawodów organizatorzy nie odnotowali niezwykłych zdarzeń, a Gosia Stojek, Anita Zajączkowska i Irek Kołcon - sędziowie kontrolujący najdalsze punkty zawodów na Kończystej i Starorobociańskim Wierchu zapamiętali jedynie, że wychodząc zwyczajnym krokiem na szczyt, ledwo nań zdążyli przed czołówką zawodów, która tego dnia już miała za sobą trawers Rakonia i zdobycie Wołowca.
Natomiast tradycyjne uroczystości rozdania nagród i zakończenia zawodów w schronisku udały się bardzo, szczególnie że współorganizatorzy Trofeo Marsaglia zapobiegliwie przywieźli z Włoch kilka skrzynek wypełnionych winem. W niedzielę następnego dnia część zawodników rozpoczęła od rana długą podróż do domu, lecz wielka grupa  zawodników i sędziów wykorzystując warunki narciarskie wspólnie zdobyła wierzchołek Łopaty. Ten graniczny szczyt w Dolinie Chochołowskiej chyba jeszcze nigdy wcześniej nie widział na raz tylu narciarzy z sprzętem turowym…
 
 
         
Relaks w dzień po zawodach: zawodnicy i sędziowie na szczycie Łopaty
 
 
V Najdłuższa trasa przez Czerwone Wierchy – Hala Ornak – 1993
 
W kolejnym V Memoriale Strzeleckiego sam nie startowałem, lecz pełniłem funkcję kierownika zawodów. Jak twierdzili zaprzyjaźnieni koledzy, nie biegnąc sam pod górkę dałem szansę innym sporo pobiegać wyznaczając trasę o przewyższeniu prawie dwa i pół kilometra. Z schroniska Ornak zjeżdżano w dół na polanę Zahradziska, skąd podbieg na czas prowadził przez Adamicę do Pieca. Następnie zawodnicy wychodzili przez Twardy Upłaz na Ciemniak, trawersowali Krzesanicę, Małołączniak i Kopę Kondracką. Z Przełęczy pod Kopą zjeżdżali do doliny Kondratowej i bez zachodzenia do schroniska wychodzili na Przełęcz Kondracką. Tam miał miejsce start do zjazdu terenowego na czas z liną, który prowadził zboczem a następnie wąskim żlebem do Doliny Małej Łąki. Na zakończenie uczestnicy zawodów przechodzili przez Przysłop Miętusi, zjeżdżali do doliny Kościeliskiej gdzie czekało ich jeszcze ostatnie podejście do schroniska na Ornaku. Trasa zawodów w istocie była ambitna, ale przy świetnej pogodzie dało się ją zrealizować.
 
 
 
      Zaproszenie do udziału w V Memoriale Strzeleckiego 1993
 
 
Po uroczystym otwarciu Memoriału koło schroniska zjechałem za zawodnikami do miejsca startu podbiegu i przechodząc przez Przysłop Miętusi i Małą Łąkę ustaliliśmy położenie mety, gdzie stanowiska sędziowskie objęli Henryk Wenerski i Ewa Karpa. Podchodząc w górę żlebem oznaczaliśmy chorągiewkami kierunkowymi trasę zjazdu na czas. Zaledwie dotarliśmy na Przełęcz Kondracką, wbili narty w śnieg, umocowali na nich napis START, z doliny Kondratowej na Przełęcz wspinał się Piotr Malinowski. Startował wtedy solo, niejako poza konkursem zespołów dwuosobowych, i po przejściu całej grani Czerwonych Wierchów zdążył już jako pierwszy zameldować się na przełęczy. Piotr jako pierwszy zjeżdżał też na czas, choć czas jego zjazdu indywidualnego trudno by porównywać z czasami zespołów dwójkowych. Zaplanowany zjazd żlebem okazał się niezbyt łatwy dla narciarzy związanych liną, a podczas zjazdu kilku narciarzy zaliczyło wywrotki. Wieczorem w schronisku, podczas uroczystości zakończenia zawodów sporo zawodników skarżyło się na ten punkt regulaminu zawodów. W efekcie organizatorzy uznali, że jazda z liną w Tatrach nie jest naturalna, a że nie wszystkie zwyczaje alpejskie trzeba kopiować w Polsce, już od następnej edycji Memoriału zjazd z liną postanowiono zastąpić zjazdem terenowym przez bramki kierunkowe pary niezwiązanych zawodników.
 
 
    
 
Do startu na Przełęczy Kondrackiej przygotowuje się Piotr Malinowski



Zjazd z liną na czas do Doliny Małej Łąki: startuje zwycięski   zespół Maciej Cukier – Jan Tybor
(w tle wierzchołek Giewontu)
 
 
W nieoficjalnej kategorii solistów w zawodach  zwyciężył oczywiście Piotr Malinowski, który jako pierwszy zameldował się w schronisku. Główną kategorię zawodów zwyciężył zespół zakopiańskiego TOPRu w składzie Maciej Cukier i  Jan Tybor. Kolejne miejsce zajęli wielokrotni medaliści zawodów, Peter Schuler i Hubert Schöpf z Bergrettung Schönwies w Austrii. Miłą uroczystość zakończenia zawodów w schronisku Ornak uświetniła obecność Jerzego Strzeleckiego, syna patrona Memoriału, którego rodzina ufundowała jedną z nagród.
 
 
 
VI Znów w Dolinie Pięciu Stawów Polskich - 1994
 
 
W roku 1994 Memoriałem Strzeleckiego, zorganizowanym w Tatrach Wysokich, kierował ponownie Marek Głogoczowski. Zawody odbywały się w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, lecz tym razem z powodu gorszej pogody trasa zawodów była nie była długa. Podobnie jak trzy lata wcześniej z Przełęczy Szpiglasowej zjeżdżano na czas do mety na Wielkim Stawie.
Polski Związek Alpinizmu podniósł zawody do rangi nieoficjalnych Mistrzostw Polski w Narciarstwie Wysokogórskim. Zawody wygrały dwie pary słowackie: reprezentanci Horskiej Slużby Ratislav Frank i Miroslav Surma oraz Peter Matos i Tibor Navojovsky. Najlepszą polska parą byli zdobywcy trzeciego miejsca, Maciej Cukier i Jan Tybor, z TOPRu Zakopane.
 
 
VII  Ponownie mgła w Dolinie Chochołowskiej – 1995
 


Zaproszenie do udziału w VII Memoriale Strzeleckiego 1995
 
  

Pisma z TPN-u: odmowa (10 stycznia 95)    oraz     zgoda (16 lutego 95) na organizację Memoriału
 


 
Romek Gąsienica - Samek mija metę podbiegu na czas pod szczytem Rakonia
 
Siódmą edycją Memoriału kierował Józef Wala z KW Kraków, a przygotowania do zawodów rozpoczął od starań formalnych. Za pierwszym podejściem TPN odmówił zgody na organizację Memoriału w Tatrach, a po odwołaniu wyraził zgodę nakazując jednocześnie wniesienie z góry opłaty 500 zł do kasy Parku „z tytułu udostępnienia terenu dla planowanych zawodów”. Przebieg trasy zaplanowano w Dolinie Chochołowskiej podobnie, jak w roku 1989 przez Grześ i Rakoń na Wołowiec. Ale pogoda znów nie dopisała, a górne partie Tatr Zachodnich otuliła mgła.
 

 
                 
Przed startem do zjazdu z Rakonia                    




 Zjazd na czas we mgle (już bez liny)
 
 Pamiętając o wydarzeniach z przed sześciu lat organizatorzy postanowili w dzień zawodów skrócić trasę: po wyjściu na Grzesia zjeżdżano w dół, podchodzono do Chochołowskiej Wyżnej. Stad podbiegano na Rakoń na czas i startowano od razu do zjazdu terenowego do doliny Chochołowskiej, a rezygnację z Wołowca rekompensowano ponownym wejściem na szczyt Grzesia. Tam też rezydował kierownik zawodów Józek Wala, który odnotowywał przejście każdego zespołu dwa razy, a w wolnych chwilach rozgrzewał się próbując wybudować sobie iglo.
 


 
Do szczytu Grzesia mgła jeszcze mgła nie dotarła: Mariusz Karpa pomaga Józkowi Wali (po lewej)
w budowie tymczasowego schronu dla Kierownictwa Zawodów                      
 
W tych zawodach startowałem w parze z Mariuszem Karpą, a w pamięci utkwił mi start do zjazdu na czas w gęstej  mgle. Podbieg na czas wygrali w czasie 16’,18” Piotr Konopka i Tomek Gąsienica-Mikołajczyk, pokonując dwie bardzo dobre pary ze Słowacji. Ale najlepiej zjeżdżał zespół KW Kraków: Adam Matuszny i Michał Parocki , a czas 1’54” pozwolił im na zwycięstwo w całych zawodach.  Kolejne miejsca zajęli reprezentanci Horskiej Slużby: Peter Mudran i Juro Surma oraz Lubo Suski i Peter Antoska. Wśród zespołów żeńskich i mieszanych najwyżej uplasowali się reprezentanci KW Zakopane: Zofia Bachleda i Andrzej Lejczak.
 
 
 
 Kierownik zawodów Józef Wala wręcza nagrody zwycięskiej parze: 
Michał Parocki i Adam Matuszny 
            



Sędzia Główny Henryk Wenerski gratuluje kolejnemu zespołowi:
Andrzej Rostworowski i Grzegorz Kabała
 



 

Dyplom z VII Memoriału Strzeleckiego, Dolina Chochołowska, 1995
 
 
Epilog
 
W ten sposób dobiegliśmy do końca przedstawiania pierwszych siedmiu edycji Memoriału Strzeleckiego. Ale historia zawodów nie kończy się wcale na liczbie siedem, gdyż życie dopisało ciekawy ciąg dalszy: już dwa lata później zawody rozgrywano na stokach Howerli w Czarnohorze, po czym Memoriał powrócił znów w Tatry. W późniejszych latach w zawodach zaczęło startować zaczęło coraz więcej pań, więc oprócz klasyfikacji otwartej wprowadzono osobną kategorię zespołów żeńskich i mieszanych. Po raz pierwszy triumfował w niej zespół narciarek z Zakopanego: Bożena Wajda i Zofia Bachleda. Ostatnia XXIII edycja Memoriału odbyła się w roku 2011 w Dolinie Chochołowskiej, a wyniki wszystkich zawodów znaleźć można w wikipedii na stronie        http://pl.wikipedia.org/wiki/Memoria%C5%82_Strzeleckiego
 
W historię Memoriału bez wątpienia wpisał się Henryk Wenerski – taternik i alpinista, instruktor PZN, działacz Sekcji Narciarskiej KW Warszawa - który do ostatnich lat swego życia pełnił obowiązki Głównego Sędziego zawodów.

Henryk Wenerski (1938-2002)

W pierwszych latach trwania zawodów w Komisji Sędziowskiej wielokrotnie uczestniczyli Zbyszek Adamczyk, Staszek Dudek, Małgosia Frazik-Adamczyk, Maciej Głogoczowski, Grzegorz Kabała, Ewa i Mariusz Karpa, Ireneusz Kołcon, Lidia Marzec, Małgorzata Stojek, Basia Skawińska, Anita Zajączkowska (KW Kraków) oraz Iwona Barecka, Agnieszka Borkowska, Janusz Kurczab, Andrzej Ostrowski, Zbigniew Skierski, Bernard Ziółkowski, (KW Warszawa). Najważniejszym organizatorem zawodów był jednak niezastąpiony Marek Głogoczowski (KW Warszawa), który w latach 1996 – 2011 kierował zawodami przez 16 lat z rzędu, a jego opis historii Memoriału można znaleźć w internecie na stronie KW Warszawa – patrz http://www.kw.warszawa.pl/artykuly/historia_memorialow_jana_strzeleckiego
 
 
Wśród uczestników pierwszych edycji zawodów warto wspomnieć Jana Wolfa, wybitnego taternika i alpinistę, instruktora taternictwa, męża himalaistki Dobrosławy Miodowicz-Wolf. Jan startował w pierwszych edycjach Memoriału Strzeleckiego, wygrywając zawody w roku 1990, a zdobywając II miejsce w pierwszym Memoriale w roku 1989. W marcu 1992 brał udział w Memoriale Strzeleckiego połączonym z Trofeo Marsaglia w Dolinie Chochołowskiej. Był to jego ostatni start w tych zawodach, gdyż w dniu 13 sierpnia 1992 zginał w Tatrach podczas wspinaczki północną ścianą Kazalnicy Mięguszowieckiej.
 
Pierwsze edycje Memoriału Strzeleckiego odbywały się w Tatrach w czasie, gdy funkcję Naczelnika Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia ratunkowego pełnił - Piotr Malinowski – znany ratownik, taternik, przewodnik górski, naczelnik Topr w latach 1987-1993. Piotr był także wybitnym narciarzem ekstremalnym, który jako pierwszy zjeżdżał z Mylnej Przełęczy do Czarnego Stawu przez Komin Drewnowskiego. Sam startował w Memoriale Strzeleckiego w roku 1991 wygrywając podbieg na czas z Morskiego Oka do Stawku Staszica, a w roku 1993 startował solo i jako pierwszy pokonał całą trasę zawodów. Obecnie staraniem TOPR corocznie organizowane są zawody w ski-alpiniźmie poświęcone jego pamięci. W roku 2011 rozegrano w Tatrach już XIV edycję Memoriału Piotra Malinowskiego.   
 
                                     
           Jan Wolf (1952 - 1992)                   


                

                   Piotr Malinowski (1944-1995)                 
 
 
 
 


Jan Wolf (po lewej) oraz Piotr Malinowski na szczycie Rakonia
przygotowują się do zjazdu z liną na czas – marzec 1992.
           
 
 
Kolejny XXIV Memoriał Jana Strzeleckiego odbędzie się w sobotę 17 marca roku 2012 w dolinie Kościeliskiej. W tym roku kierownikiem zawodów będzie Dominik Malec (KW Kraków). Za zgodę na organizacje zawodów w Tatrach i wsparcie dziękujemy Dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jesteśmy wdzięczni za pomoc zawsze życzliwym gospodarzom tatrzańskich schronisk oraz niezawodnemu Tatrzańskiemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu, a także wszystkim hojnym sponsorom zawodów.
 
 
                                                                                                                        

Dziękuję Małgosi Stojek, Anicie Zajączkowskiej-Kołcon i Grzegorzowi Kabale za przypomnienie dawnych wydarzeń i korektę tekstu oraz Zbyszkowi Adamczykowi, Józkowi Wali i Mariuszowi Karpie za zgodę na wykorzystanie ich zdjęć i materiałów.



Copyright nieznanetatry.pl &GÓRY