Partner serwisu
Polecamy
Lawinowe ABC
Na rynku ukazała się książka "Lawinowe ABC" - praktyczny elementarz, który w przystępny i ciekawy sposób przedstawia kluczowe informacje na temat śniegu i mechanizmów powstawania lawin.
 
Będzie
XXIV Memoriał Jana Strzeleckiego w narciarstwie wysokogórskim
XXIV Memoriał Jana Strzeleckiego w narciarstwie wysokogórskim 17 marca rejon Ornaku.
 
Tatry wspinaczkowo
Zima 2009/10 Próba podsumowania

Uważny czytelnik z pewnością zauważył, iż w tym roku pierwszy raz od pięciu lat zrezygnowaliśmy z comiesięcznego podsumowania tego, co się dzieje w naszych ukochanych Tatrach. Przyczyna jest banalnie prosta i jednoznacznie podsumowuje tegoroczny sezon, a także warunki wspinaczkowe, jakie podczas niego panowały – były fatalne!

 

Bardzo mała ilość śniegu, przy jednocześnie panujących zdradliwych warunkach lawinowych, sprawiła, iż podczas podejść pod ściany i powrotów było naprawdę groźnie. Wielu wspinaczy miało mniejsze lub większe przygody z lawinami. Niestety, prawdopodobnie również podcięcie deski śnieżnej w łatwym terenie wyjściowym nad Wielką Turnią było przyczyną tragicznego lotu do podstawy ściany dwójki taterników – Michała MajaMarcina Tyszko.

Po raz kolejny okazało się również, iż najlepsze warunki wspinaczkowe (także pod względem bezpieczeństwa) panują w naszych Tatrach pod koniec kalendarzowej jesieni i na początku wiosny.

Warty odnotowania jest również fakt, iż coraz większym zainteresowaniem cieszy się wspinaczka lodowa, którą – co na pewno nie jest bez znaczenia – można uprawiać w rejonach, do których podejście nie jest zagrożone lawinami. Dodatkowo ostatnia zima była jedną z najbardziej „lodowych” w ostatnich latach. Lodowe nitki pojawiały się w miejscach, których nawet „najstarsi górale nie pamiętali”.

Ostatnim spostrzeżeniem, którym chciałbym się podzielić, jest fakt, że w jakiś „tajemniczy” sposób ? nasi wspinacze odkryli, iż Słowacja to nie kraj „za siedmioma górami i rzekami” i tej zimy odwiedzali częściej niż kiedyś (mam na myśli ostatnie parę lat) naszych południowych sąsiadów oraz ich południowe, zalodzone i często zalane cudownym słońcem ściany.

MORSKIE OKO

Kazalnica

Tradycyjnie już sezon otworzył najaktywniejszy ostatnimi laty solista, czyli Marcin Księżak. 31 października w prawdziwie zimowych warunkach pokonał on zimowo – klasycznie znajdującą się na Kazalnicy Mięguszowieckiej drogę Łapiński-Paszucha M7+. Wspinaczka trwała 22 godziny, a Marcin na dojściu do Górnego Komina przeszedł tzw. wariant zapachowy ponad Nyżą (M8-), który po raz pierwszy zimowo-klasycznie został pokonany przez innego świetnego solistę Marcina Tomaszewskiego podczas wytyczania wariantu Nutzha.

Warto wspomnieć również o tym, iż po dotarciu do Górnego Komina, Marcin zastał tam fatalne warunki (co jest w tym miejscu czymś niemal normalnym), cienki werglas praktycznie uniemożliwiał zarówno sprawną wspinaczkę, jak i jakąkolwiek sensowną asekurację. W związku z tym Marcin postanowił wytyczyć nowy obejściowy wariant, który znajduje się tuż na prawo, i został wyceniony na M6/6+.

Łapiński został też pokonany w połowie lutego przez zespół słowacki. Nie mam informacji co do stylu ani czasu tego przejścia, wiem tylko, iż Słowacy byli zachwyceni linią, a zwłaszcza wyśmienitymi warunkami lodowymi, jakie na niej zastali. Przez całą zimę miały miejsce co najmniej trzy polskie próby przejścia tej drogi.

Kolejne przejście naszej najhonorniejszej ściany również należy do Marcina. Piątego grudnia, tym razem w towarzystwie Jaśka Kuczery, pokonał on w 14,5 godziny jedną z najdłuższych dróg na ścianie, jaką są Schody do nieba (M6+/A0). Droga padła w stylu RK, jednak trudno podać nowe trudności zimowo-klasyczne, gdyż zespół w kluczowych miejscach z powodu czystej skały posiłkował się miękkimi butami. Z pewnością jest to najszybsze przejście tej drogi w warunkach zimowych – wcześniejsze, jedyne jednodniowe przejście całości (były szybsze, ale po startach Łapińskim), trwało 22 godziny.

Ostatnie przejście Kazalnicy, o którym chcę wspomnieć, również należy do solisty i także miało miejsce przed rozpoczęciem kalendarzowej zimy.

17 grudnia, znając z wcześniejszej zaawansowanej próby w zespole, Drogę Długosza M6/A1 w rewelacyjnym czasie dwudziestu godzin (jest to najszybsze dotychczasowe przejście samotne) pokonał Robert Burak.

Wielokrotnie przechodzona była Droga Korosadowicza, na której bardzo często znaleźć można było wyśmienite warunki lodowe.

 

Kocioł Kazalnicy

Tutaj było już znacznie gorzej. Nie padła żadna trudna i poważna droga. Najciekawsze przejścia to pokonanie w stylu OS Parady jedynek M7- przez zespół w składzie: MariuszKrzysztof Nowak (przejście to miało miejsce 17 grudnia), oraz pierwsze samotne przejście Orła z Epiru M6+ autorstwa, jak nietrudno się domyślić, Marcina Księżaka (15 stycznia). Orzeł przez całą zimę doczekał się jeszcze jednego przejścia.

Warto również odnotować zaawansowaną próbę na najtrudniejszej zimowo-klasycznej propozycji Kotła, czyli Innominacie M8. Najaktywniejszy zespół tej zimy, czyli Maciek Bedrejczuk i Tomasz Ostasz, 5 grudnia pokonali oesem (!) pierwsze cztery wyciągi drogi (w tym dwa z trzech wycenianych na M8).

 

Inne (większe) ściany

Z pewnością najciekawszym przejściem jest pokonanie przez zespół w składzie: Krzysztof GoździewiczJakub Radziejowski, znajdującej się na Kopie Spadowej kombinacji, w skład której weszły drogi Zacięcie Kunickiego (M5) + Jach-Maj (środkiem północno-zachodniej ściany, droga nr 113 w 9 t. WC). Było to prawdopodobnie pierwsze zimowe przejście tej linii. Posiadający ogromne doświadczenie zimowe Kuba zaproponował wycenę M6+. Przejście tej pięćsetmetrowej linii trwało osiem godzin i odbyło się 16 stycznia.

Stosunkowo rzadko powtarzana Direttissima północnej ściany Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego doczekała się jednego przejścia za sprawą wspomnianego już wyżej zespołu Księżak-Kuczera, który 7 grudnia pokonał tę wycenianą na M5, 900 metrów linię w czasie 11,5 godziny.

 

Bula pod
Bandziochem

Oczywiście to tutaj oraz na Progu Mnichowym koncentrował się praktycznie cały ruch taternicki. Do ciekawszych przejść należy wytyczenie aż dwóch nowych linii na tej wydawałoby się wyeksplorowanej do granic możliwości „ściance”. Obie nowości są autorstwa zespołu: Maciek Bedrejczuk i Tomasz Ostasz. Pierwsza z nich – Małe Formy – została wytyczona w stylu OS, a jej trudności to M7-. Druga propozycja jest znacznie trudniejsza, została wyceniona na M8+ i powstała po wcześniejszym przygotowaniu (kluczowy wyciąg został najpierw przehaczony, a następnie zapatentowany. Ważną informacją dla ewentualnych powtarzających jest fakt, iż zostały na nim dwa haki). Jej nazwa to Ganja.

Tłumy oblegały również Kuluar Kurtyki – trzeba przyznać, iż wyśmienite lodowe warunki zachęcały do powtórzenia tej drogi.

 

HALA G¥SIENICOWA

Nigdy nie sądziłem, iż w podsumowaniu, w którym powinny się znaleźć informacje o przejściach posiadających choć trochę sportowy charakter, będę pisać o wspinaczkach na Hali, którą traktowałem dotąd trochę pobłażliwie (adekwatnie do znanego określenia tego miejsca: „kamieniołom”). A tu proszę – taka miła niespodzianka.

W trakcie weekendu integracyjnego Uniwersyteckiego Klubu Alpinistycznego zespół w składzie: Jakub Radziejowski, Krzysztof Goździewicz i Wojtek Roman dokonał prawdopodobnie pierwszego zimowo/klasycznego przejścia znajdującej się na wschodniej ścianie Kościelca drogi Jasiński-Kowalczyk. Linia jest poważna, asekuracja została określona jako X/R, a wycena jako M6+/7. Przejście miało miejsce 17 stycznia i trwało siedem godzin.

Nie tak trudną, ale bardzo ciekawą wspinaczką, było przejście przez kilka zespołów, bardzo rzadko się ostatnio tworzącej lodowej drogi Wolf-Wach. Trudności tej dwuwyciągowej linii są określane jako WI5/WI5+.

Oprócz tego wiele powtórzeń otrzymały tzw. trudne kursowe standardy, czyli Filar Staszla M5+ oraz  Stanisławski M5 na zachodniej ścianie Kościelca.

Niebanalną w okresie zimowym, znajdującą się na wschodniej ścianie Kościelca drogę WHP114 o wycenie M5 pokonał zespół w składzie: Tomasz PolokTomasz Szpor.

 

S£OWACJA

Łomnica

Niesamowite warunki lodowe, jakie zapanowały na wschodniej ścianie Łomnicy, wykorzystało kilka polskich zespołów. Na początku grudnia Drogę Motyki w trzynaście godzin pokonał krakowski zespół w składzie: Piotr Sztaba, Łukasz DeptaAndrzej Głuszek. Ta pięćsetmetrowa linia oferowała lodowe wspinanie w stopniu WI3/4 z jednym mikstowym wyciągiem za około M5.

29 grudnia linię tę powtórzyły dwa kolejne zespoły: w czasie 6 godz. i 15 minut AlicjaArtur Paszczak, a piętnaście minut później na szczycie zameldował się zespół w składzie: Tadek GrzegorzewskiPaweł Jachymiak.

Tego samego dnia Robert Rokowski i autor niniejszego artykułu pokonali Motykę w 4 godz. i 15 minut, omijając mikstowy kominek pięknym nietrudnym lodowym filarem biegnącym na lewo (prawdopodobnie biegnie tamtędy Droga Komarnickich).

 

Wysoka

Znajduje się tam kolejna Droga Motyki, która zimą oferuje przepiękne warunki lodowe. Tę wycenianą na WI4 linię, w fatalnych warunkach pogodowych, w czasie pięciu godzin pokonał zespół: Krzysztof Starek, Wojtek Kozub i Artur Hajzer.

Wojtek, tym razem wraz z Danielem Piskorzem i Krzysztofem Styrną, przeszedł również w czasie siedmiu godzin, w słabych warunkach, wycenioną na M4 kombinację dróg w lewej części wschodniej ściany Wysokiej.

 

Gierlach

Wojtek Kozub działał także na Gierlachu. 24 stycznia, wraz z Tadeuszem Dzięgielewskim oraz Kordianem MiodońskimŁukaszem Deptą (drugi niezależny zespół) pokonał w czasie dziewięciu godzin Komin Sawickiego M5+. Przejście odbyło się w bardzo niskiej temperaturze (-20 stopni) po wcześniejszym mroźnym biwaku pod ścianą.

Dokładnie trzy miesiące później Wojtek wraz z Tadkiem, w towarzystwie Daniela Piskorza, pokonali znajdującą się w Masywie Zadniego Gierlacha Niżnią Łuczywniańską Szczerbinę drogą WHP 1651 (od północnego zachodu). Wspinaczka trwała dziewięć godzin i było to prawdopodobnie pierwsze przejście w warunkach zimowych. Autorzy przejścia zaproponowali dla drogi wycenę WI5+.

 

Skrajna Jaworowa Przełęcz

Bardzo interesujące przejście na swoje konto zapisał zespół: Stanisław Kościelniak, Wojtek Łukaszczyk i Adam Kapturkiewicz, który 30 stycznia pokonał drogę Prawy komin – Mrozek-Jakes (V+/A0, 90°).

 

Wielicka Baszta

Lewy Panieński Welon (85o, po drugim wyciągu odbicie w lewo w łatwiejszy teren – max. M3/4) zapisali na swoje konto: Maciek Bedrejczuk, Edward TwardowskiPaulina Kalandyk.

 

Pośrednia Niedźwiedzia Czuba

W stylu OS nową drogę, która zyskała nazwę Niedźwiedź i wycenę M5, wytyczył zespół: Maciej BedrejczukTomasz Ostasz. Są to trzy nowe wyciągi na lewo od drogi Fedzin-Mączka-Strzelski, z którą linia posiada wspólną końcówkę.

 

Dolina Kieżmarska

Jak co roku, dużo i ostro powspinano się na obozie zimowym organizowanym przez KW Warszawa w marcu. Należy dodać, iż w tym roku pogoda i warunki nie rozpieszczały obozowiczów.

Do najciekawszych przejść z pewnością należy wymienić przejście przez zespół: Tadek Grzegorzewski, Marcin KsiężakArtur Paszczak, Północno-wschodniego Filara Małego Durnego Szczytu (chodzi o drogę WHP 3039). Jest to prawdopodobnie pierwsze zimowe przejście tej linii. Trwało ono 5,5 godziny, a wycena, którą zaproponowano, to M6+.

Na znajdującej się w masywie Małego Kieżmarskiego Wielkiej Złotej Kazalnicy Drogę Wolfa (M5+), pokonał Radek Kołodziński wraz z Pawłem Strzeleckim, a Drogę Brt’a (V) na swoje konto zapisali Alicja Paszczak i Zbyszek Skierski.

Na obozie działał również wspominany już wcześniej Marcin Księżak, który na Kieżmarskiej Kopie w szesnaście godzin przeszedł kombinację drogi Cobra (M6) i Żlebu Puškaša.

 

S£OWACKIE LODY

Jak już pisałem na początku, bardzo dużo wspinaliśmy się na położonych stosunkowo nisko lodospadach. Mam głównie na myśli Dolinę Białej Wody, Dolinę Kwaczańską i Słowacki Raj. Powstawały tam za sprawą naszych wspinaczy nowe drogi.

I tak, w Dolinie Białej Wody, w rejonie Vzdušnego Lodu, Łukasz Pietrzykowski, Darek MelaniukMarcin Poznański wytyczyli dwuwyciągową nowość Triatlon (M7+, WI3).

Darek wraz z Marcinem są również autorami nowej linii w Dolinie Kwaczańskiej. Mowa o Lodowym wojowniku. Ta w pełni ubezpieczona dwuwyciągowa linia oferuje trudności sięgające stopnia M7/7+.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż to podsumowanie jest niepełne. Chcących podzielić się swoimi osiągnięciami radycyjnie zachęcam do wysłania informacji na adres naszej redakcji. Pamiętajcie, jeszcze tylko sześć–siedem miesięcy i zima z powrotem zawita w nasze Tatry ?.

 

Posezonowe przemyœlenia

 Tegoroczna zima kalendarzowa już dawno za nami. Według moich obserwacji od kilku sezonów powtarza się podobna sytuacja: atrakcyjny pod względem warunków jest grudzień, ewentualnie koniec listopada. Styczeń i luty to ciągłe załamania pogody poprzedzielane krótkotrwałymi wypogodzeniami. W czasie tych krótkich okresów dobrej pogody i tak nie ma możliwości poważniejszego wspinania, gdyż zazwyczaj jest po prostu niebezpiecznie. W marcu, podobnie jak rok temu, po dużych opadach przyszły wysokie temperatury, które praktycznie uniemożliwiały bezpieczny wspin. Dopiero pod koniec miesiąca zrobiło się jako tako. W tych warunkach utworzyły się superlody na zachodnich i północnych ekspozycjach.

Według mnie będzie jeszcze parę dni dobrych warunków na wspinanie w północnych ścianach na drogach biegnących żlebami i komino-żlebami. W kwietniu była możliwość wspinu na tego typu drogach. Szkoda, że w tych miesiącach (kwiecień, maj) nie ma prawie żadnych przejść. Wydaje mi się, że właśnie w tym czasie panują najlepsze warunki na tatrzańskich ścianach. Oczywiście musi być przynajmniej lekki mróz. W tych wczesnowiosennych miesiącach dodatkowymi atutami są dłuższy dzień oraz betony na podejściach. W tym czasie na pewno jest też bezpieczniej niż w grudniu czy styczniu. Naturalnie wspinanie może odbywać się tylko na ekspozycjach północno-zachodnich i północnych, gdzie słońce nie operuje. Jedynym mankamentem jest to, że te w miarę bezpieczne ściany zazwyczaj mają podstawę na wysokości ponad 2000 metrów i związku z tym wymagają długiego podejścia. Trzeba po prostu poświęcić dodatkowo jeden dzień na samo dotarcie pod drogę.

Z opowieści starszych kolegów wspinaczy wynika, że  dziesięć czy piętnaście lat temu wspinanie zimowe odbywało się raczej tylko w czasie zimy kalendarzowej, gdyż bywały wtedy długie okresy stabilnej, mroźnej pogody. Trudno mi wyobrazić sobie trzy tygodnie lampy w styczniu czy w lutym, ale podobno tak się zdarzało! Cóż, myślę, że trzeba się trochę przestawić i uderzać nie zawsze w tzw. „warunkach idealnych“. Oczywiście nie kosztem bezpieczeństwa. Z drugiej strony robienie niezbyt trudnej drogi, ale w ciężkich warunkach na pewno dostarcza niezapomnianych wrażeń i przede wszystkim hartuje.

 

Wojtek Kozub

 

Zimowe pocz¹tki

„Zobaczysz, ciebie też dopadnie życie” – taką usłyszałem ripostę na szyderstwo wypowiedziane pod adresem kolegi, który prawie całkiem przestał się wspinać, wchłonięty przez tak zwane życie.

Minęło kilka lat, a tu większość dróg w rodzimym rejonie skałkowym została odfajkowana. Praca zaczęła wypełniać coraz większą przestrzeń życia i pojawił się syndrom wypalenia. Jakaś wewnętrzna potrzeba wspinania tliła się jednak gdzieś w głębi, czekając tylko na okazję. Tak się złożyło, że razu pewnego kolega Tomek zabrał mnie na wspin lodowy i pożyczył zabawki. Minęło jeszcze trochę czasu i usłyszałem od Tomka „kupuj”, gdy na Allegro przeglądałem ogłoszenie – „sprzedam czekany Fusion, dobry sportowy model”. Niedługo później pojawiła się też i oferta używanych butków. Trochę się pożyczyło, część już była wcześniej (np. własne friendy, wprawdzie stary radziecki produkt, ale któż by narzekał na własne zabawki). Tak oto zaczęła się dla nas, czyli Maćka oraz Tomka, zimowa przygoda.  Każda droga to była nowa nauka, pierwsze wspinanie w trawie, stromym zbitym śniegu. Wspinu nie brakowało, wręcz przeciwnie – szybko za nim zatęskniliśmy, bo sezon zaczęliśmy późno, i wcześnie – już w lutym – skończyliśmy. Było kilka porażek i kilka sukcesów, ale przede wszystkim ogromny niedosyt. Całą wiosnę i lato przyszło czekać na nadejście późnej jesieni.

 „Meteogramy na Toprze wróżą, że najbliższy weekend będzie doskonały na wspin” – stwierdził Tomek. Od kilku dni przymrozki, śniegu jeszcze niewiele, mija kilka dni i zasiadamy przed książką wyjść w MOKU, wpisujemy Orzeł z Epiru. Zaczynamy od zeszłorocznej zaległości, gdzie dałem du.. i po pierwszym zaliczonym locie oraz walce o odzyskanie dziabek odpuściłem. Tym razem droga padła gładko. Kolejny cel to Innominata, zeszłoroczne topowe zimowe odhaczenie w Polskich Tatrach. Już przed uklasycznieniem rozważaliśmy zrobienie jej, jako potencjalny cel na przyszłość. Teraz wiedzieliśmy, że się da. Brak respektu dla drogi sprawił, że zakończyliśmy po czwartym wyciągu w całości OS, wraz z nadejściem ciemności. Niestety, zabrakło odwagi i doświadczenia do wspinania po ciemku, zjechaliśmy. W dole zatrzymaliśmy się na tradycyjnego lulka i w górze obserwowaliśmy taniec dwóch czołówek w ścianie – to Marcin Księżak i Jan Kuczera przechodzili Schody do Nieba w świetle księżyca. „Też tak kiedyś będziemy” – stwierdziliśmy.

Za następny cel wybieramy Drogę Śląską na Giewoncie. Budzik jak zwykle w zimie dzwoni o nieludzkiej porze, na zewnątrz wieje, pod ścianą okazuje się, że wieje nawet bardzo. „Spróbujemy, jak wygląda wspin w takich warunkach” – stwierdzamy i wbijamy się. Po przejściu szóstego, kluczowego wyciągu, decydujemy się iść dalej. Trudności spadają, wzrasta tempo i brawura. Wiatr daje nam nieźle popalić – im wyżej jesteśmy, z coraz większym impetem odrywa drobne kawałki zlodzonego śniegu i ciska nimi po twarzy. Biczowanie, jakiego jeszcze nie zaznaliśmy. Wraz z nastaniem ciemności wicher milknie w jednej chwili, słyszymy samochody w Zakopanem i delektujemy się widokiem miasta z pięknej perspektywy. Teraz to my choć przez chwilę jesteśmy aktorami tańczących świateł.

Zima pokazywała nam też z całą srogością, że im więcej wspinu, tym więcej porażek. Trzykrotnie wycofywaliśmy się z Filara (Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego - red.). Szczęście ominęło nas także na Prawym Dziadku na Mięguszu, na Innominacie na Kotle Kazalnicy, na Stanisławskim w Dolinie Wielickiej, klasyku Ła-Pa na Kazalnicy, czy Rysie Strzelskiego na Progu Mnichowym. Każdy wycof przynosił nowe doświadczenia i wiedzę: głównie o tym, jak się wycofywać, ale także o tym, jak z humorem podchodzić do tychże policzków i wyciągać z nich wnioski.

„Marcin, czy to nie czasem ci wspinacze, co to nic nie robią, tylko ten „Atak Kosmitów” wpisują w książce wyjść po wycofach?” – zapytała oburzona Ewa Libera, koordynatorka akcji Junior z ramienia PZA, i szybkim krokiem udała się sprawdzić w książce wyjść swoje podejrzenia. Tak, to oni. Wracając do Starego Schroniska przeszła bez słowa obok wylegujących się na ławce w świetle wiosennego słońca dwóch psubratów, nie pytając, jak każe zwyczaj, o warunki w ścianie. Przecież znów wycofali się z Filara i na dodatek żarty sobie z tego robią.

Dużą radość sprawia chodzenie własnymi ścieżkami i tak udało się nam poprowadzić pierwsze własne linie, poczynając od krótkiej, sportowej czterowyciągowej drogi Ganja  M8+ na Buli pod Bandziochem, po łatwego, ale urodziwego Niedźwiedzia – piątkowej drogi w Dolinie Wielickiej na Niedźwiedzich Czubach.

Życie czasem dopada w górach.

 

Maciek Bedrejczuk

"Góry" 2010

 
 
Partner serwisu
PARTNERZY WSPIERAJĄCY
 

Copyright 2010 nieznanetatry.pl &GÓRY
ZOBACZ ROWNIEŻ
goryonline
bouldering
jura
nieznane tatry